25 września 2014

Padalec



Jestem podła. Nawet sama siebie przed chwilą nazwałam „padalcem”, ale nie chcę pisać dlaczego. Ale moje przekonanie o tym, że naprawdę jestem podła ma związek z tym, że kiedyś spławiłam jednego gościa z powodu… jego dużej głowy. Fakt, że i charakter miał słaby, bo ciągle się chwalił jakich ma dzianych i uczonych rodziców, ale głównym powodem była jego głowa! Nie pomogło nawet to, że grał w zespole na basie! A dziś nazwałam jednego chłopaka… bakterią. Cała ja!
 
Mam dobry nastrój, bo wszystko jest dobrze, wszystko się układa. Jest co prawda kilka osób, które wkurzają mnie mega, mega, mega mocno ale nic nie mogę na to poradzić innego, jak tylko o nich nie myśleć. 

Kilka dni wolnych od pracy zrobiło mi naprawdę dobrze. Trochę leniuchuję, trochę nadrabiam zaległości w biologii i chemii, a trochę się zwyczajnie bawię atlasem 3D (który tak btw jest genialny!).
Spędzam też czas na „bawieniu się” z głupim kotem mojej mamy i efektem tego jest wielki ślad po pazurze na mojej twarzy, który nie daje się ukryć pod podkładem!

Zaleceniem lekarza dla mnie jest dieta, której staram się przestrzegać, ale to jest bardzo ciężkie, bo nie mogę spożywać produktów mlecznych, smażonych, tłustych (w tym majonezu!), nie mogę pić kawy, jeść pikantnych potraw, pić gazowanego ani oczywiście alkoholu. Czyli pozostaje mi kleik i sucha bułka. 

Chociaż wyszukiwanie rzeczy które mogę jeść pobudza moje kreatywne myślenie!

22 września 2014

Czas na ciepły koc



Wizyta u lekarza zakończona pełnym sukcesem, czyli mam skierowanie na badanie, którego potrzebuję, plus zupełnie gratis tydzień zwolnienia. 
 
Zaczęłam już dzisiaj wymieniać garderobę z letniej na tę bardziej jesienną, a nawet już zimową!
Czas już też by wyciągnąć ciepły koc do otulania się wieczorami. 



Mimo, że nie byłam dzisiaj w pracy, to miałam parę spraw do załatwienia na mieście i jestem bardzo śpiąca, a jeszcze trochę nauki dzisiaj przede mną, więc dobranoc!

To będzie dobry tydzień!



Ten weekend był nasz, czyli mój i K., było cudnie! 
 
A tydzień rozpoczynam od wizyty u lekarza. Bo podcieranie tyłków nie jest zajęciem, przez które mam zaniedbywać swoje zdrowie. Wiem, że ilościowo nasz personel jest osłabiony, ale z pewnością beze mnie oddział się nie zawali. 

Nie mogę nie wspomnieć o tym, że jestem bardzo, bardzo dumna z naszych siatkarzy, jesteśmy zajebiści!
W sobotę zostałam na nowo zmotywowana przez K. do dalszych działań. Łatwo się niestety poddaję, tracę motywację i pozytywne nastawienie, ale K. czasami potrafi w przyjemny sposób przywrócić mi wiarę w siebie. 

Dostałam wczoraj niesamowity prezent, z którego cieszyłam się jak dziecko. Atlas anatomiczny 3D. Niestety w języku angielskim, ale jak już pisałam do K., może mi to tylko wyjść na korzyść.

Po tak niesamowitym weekendzie, tydzień musi być cudowny!

17 września 2014

Praca na ZOLu czasem daje do myślenia


Nie mogę powiedzieć co kupiłam, bo K. tu czasem zagląda!

Niestety przestaje zachowywać zdrowe podejście do pracy, którą miałam wykonywać tylko przez moment. Może nie do końca niestety, bo wszelkie doświadczenia jakie zbieram teraz w szpitalu, wszystkie informacje jakich szukam, moje dopytywanie i doczytywanie, to wszystko przyda mi się w każdej pracy gdzie do czynienia będę miała z pacjentem. Jednak wygląda to tak, że po powrocie do domu, kiedy nie muszę już tych chorych ludzi oglądać na żywo, to gdzieś tam na końcu głowy i tak ich mam i się interesuję konkretnymi przypadkami. 

To wszystko oczywiście zgłębiam pod kątem masażu, bo to jest dla mnie najważniejsze. I tak oglądałam dzisiaj różne programy i filmy o cyber oku, genialnym urządzeniu, które zostało wymyślone przez gdańskich naukowców, właściwie w dużej mierze jeszcze studentów. 

I kolejny raz zobaczyłam jak kruche jest życie. Dzisiaj piszę bloga, mam fantastycznego faceta (którego z reszta spławiłam dziś, by móc poszperać trochę w necie, przepraszam!), jest mi dobrze, a jutro? Jutro jest absolutnie niepewne, nie wiemy co z nami będzie jutro, czy w ogóle będziemy, jacy i jak będziemy.

Dlatego tak bardzo nie lubię kłótni i milczenia między bliskimi sobie osobami, bo jest pięknie, nagle  nadchodzi kłótnia, jest złość, nerwy krzyki, a potem przychodzi jutro, którego nie ma. Dzieje się cokolwiek, co sprawia, że już się nigdy więcej nie zobaczymy, nie dotkniemy, nie porozmawiamy. I potem jest żal;  jak mogliśmy dopuścić do sytuacji, że nasze ostatnie wspólnie spędzone chwile w życiu wyglądały tak a nie inaczej?

Codziennie spotykam na oddziale młodą kobietę, żonę jednego z pacjentów, która płacze i widzę, że tak naprawdę każdy może być kiedyś w podobnej sytuacji.

Taka refleksja może nostalgiczna, może jesienna, ale nie chcę przekazać w niej smutku. Bo to nie smutek czyni nasze życie pełnym i pięknym, tylko docenianie ludzi których się kocha. I nie zapominanie o tym, że nic na tym świecie nie jest nam dane na zawsze.

Już w porządku



Bardzo przyjemnie jest zasypiać wieczorem z pozytywnymi myślami, że wszystko jest dobrze, a potem obudzić się rano myśląc; ej, jest zajebiście!
 
Pojechałam wczoraj po pracy kupić prezent dla K. i dopiero w domu zorientowałam się, że trochę dałam ciała, ale po całym dniu pracy uznałam za usprawiedliwione małe niedopatrzenie. 

Bardzo szczęśliwa idę dzisiaj do pracy, nie myśląc o złych rzeczach.

15 września 2014

Czy ja naprawdę spałam na ramieniu półobcego chłopaka?



Ważnym w życiu jest by nie panikować. Ważne, by patrzeć na świat chłodnym okiem. Więc dlatego jestem spokojna i moje decyzje choć może nie są najmądrzejsze i może czasem są ryzykowne, to też nie martwię się na zapas. Bo i po co?
 
Dzień w pracy masakryczny był! No to był dramat absolutny. Jak już mi się udało na chwilę usiąść, to po minucie byłam potrzebna przy pacjencie.

Taka byłam dzisiaj pozytywna i taka radosna i znowu taka odpicowana. Miałam plany na dzisiaj, stąd też moje  „odpicowanie”, ale ponieważ z pracy wychodziłam niemal na czterech i z jęzorem wywalonym do kolan, to odpuściłam wszelkie dzisiejsze podróże. 

I chociaż w autobusie zasypiałam na ramieniu półobcego chłopaka, to w domu szybko się rozbudziłam. A najbardziej ciśnienie podniosła mi konieczność wprowadzenia ludzi w mój bałagan.

I tak był to smutny dzień, beznadziejny wręcz, do dupy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...