31 marca 2014

Nie rozstaję się z książkami

Mało mnie tu ostatnio, ale to przez ogrom nauki. Mamy bardzo dużo powtórek na egzamin zawodowy i do tego coraz intensywniejsze przygotowania do matury. Poza tym po zakupie łóżka do masażu muszę wprowadzić sporo zmian w moim pokoju, tak bym mogła je tam swobodnie rozkładać.
To wszystko mocno mnie pochłania.
Jak tylko będę miała troszkę czasu, to zajrzę tu na dłużej.

28 marca 2014

Galaretka z bitą śmietaną

Ponieważ moja lodówka świeci dziś pustkami, to na śniadanie postanowiłam zjeść resztki z wczorajszego podwieczorka. 
 
A poza tym potrzebuję czegoś dobrego, by nastroić się pozytywnie przed dzisiejszym zaliczeniem z ćwiczeń izometrycznych.
A TUTAJ link do aukcji peruczki, o której pisałam wczoraj.

27 marca 2014

Słodka regeneracja

Czas na zregenerowanie sił. Czyli czas na kawę i słodkość;) 
  
Odebrałam dzisiaj przesyłkę, na którą czekałam już od kilku dni, a właściwie nawet tygodni! Ale o niej napiszę wieczorem, gdy będę miała dłuższą chwilę.
A teraz życzę wszystkim cudnego popołudnia.

Peruka na sprzedaż

Niektórzy ten dzień zaczęli o wiele wcześniej niż ja. Ale choć ja poleniuchowałam do 8.30, dzień zaczęłam dość konstruktywnie.
Ale mój plan nr jeden na dzisiaj to wystawić na allegro perukę mojej mamy.. Przez cały ten czas, kiedy wydawałoby się, że będzie jej potrzebować miała ją na sobie chyba dwa razy. Więc peruczka jest prawie nieużywana i nie ma sensu, żeby stała u nas i się kurzyła.
Oczywiście ja również musiałam ją przymierzyć po zakupie i tak oto Anetka w krótkich włosach wygląda.

A jak tylko z ogłoszeniem się uporam, to na wszelki wypadek i tu link do niego wrzucę.

26 marca 2014

Tylko mocna kawa mnie może uratować

Mimo, że już czternasta, ja wciąż potrzebuję poranno-kawowego kopa. 
  

Pogoda choć słoneczna, to również zimna. Ale i tak planuję długi spacer.
W piątek kolejny raz odwiedzę Avon, ponieważ wyłapałam kilka bardzo ciekawych promocji, z których z przyjemnością skorzystam. Teraz przy kawusi dopracowuję moje zamówienie.
Jestem kompletnie zmulona, może po spacerze ożyję i wrócę tu z bardziej sensownym wpisem.
Miłego popołudnia;)

25 marca 2014

Olej kokosowy

Potrzebuję rozgrzeszenia.
Rzadko zdarza mi się kupować kosmetyki drogie, jeżeli już się na takie decyduję, to tylko z powodu wielkiej promocji. Ale tym razem troszkę zaszalałam i kupiłam olej kokosowy. 
 
Poczytałam trochę o nim i szybko przekonałam się, że inwestycja w olej kokosowy, to bardzo dobra inwestycja.
Cena nie jest najniższa, ale rekompensują ją dziesiątki zastosowań oraz to, że jest całkowicie naturalny.
Nie zajmuję się na moim blogu recenzjami kosmetyków, ale nie będę ukrywać, że akurat tego specyfiku będę używać raczej zewnętrznie.
Zastosowania oleju kokosowego (ostrzegam, lista jest długa) :
  • posiada działanie przeciwzmarszczkowe
  • chroni przed promieniowaniem UV (SPF 30)
  • chroni przed szkodliwym działaniem wiatru (zarówno skórę jak i włosy)
  • zatrzymuje wilgoć we wnętrzu włosa, zatem zapobiega wysuszaniu
  • zmiękcza i uelastycznia skórę
  • uzupełnia ubytki w łusce włosa
  • włosy stają się elastyczne
  • zapobiega rozdwajaniu się końcówek
  • przeciwdziała łupieżowi
  • łatwo się wchłania
  • działa chłodząca, więc nadaje się do nakładania na skórę po opalaniu
  • łagodzi „nieprzyjemności” po ukąszeniach owadów
  • goi rozstępy powstałe po ciąży
  • pomaga w odchudzaniu,buduje mięśnie i ogranicza odkładanie tkanki tłuszczowej
  • ma silne właściwości bakteriobójcze i wirusobójcze
  • pomaga w leczeniu opryszczki!!!
  • pomaga w walce z trądzikiem (ze względu na swoje właściwości bakteriobójcze)
  • hamuje postępowanie, a nawet cofa demencję
  • zapobiega wypadaniu włosów
  • nakładany na skórę głowy odżywia cebulki włosów
  • wspomaga gojenie wszelkich ran (nawet tych po oparzeniach)
  • nadaje się do pielęgnacji włosów min. dlatego, że łatwo się spłukuje
  • w przeciwieństwie do antybiotyków, atakuje tylko te chorobotwórcze bakterie
  • zwalcza wysypki
  • wspomaga leczenie długotrwałej grzybicy stóp
  • zabija pasożyty, w tym tasiemca
  • poprawia wydajność fizyczną
  • poprawia trawienie
  • chroni przed osteoporozą (przez polepszenie wchłaniania wapnia i magnezu)
  • wzmacnia odporność organizmu (nawet stosowany zewnętrznie)
  • zmniejsza ryzyko chorób serca i naczyń krwionośnych
  • zapobiega próchnicy zębów
  • rozpuszcza kamienie nerkowe
  • świetnie nadaje się do masażu
To nie wszystkie zastosowania oleju kokosowego, wybrałam te, które na mnie robią największe wrażenie.
Od wczoraj używam go na moje bardzo suche i spierzchnięte usta i jest troszkę niewygodny, ponieważ ciężko jest go na ustach utrzymać, jego konsystencja pod wpływem ciepła staje się bardzo wodnista.
Zafascynowana nowym zakupem od razu użyłam go również do olejowania włosów i po całej nocy nie miałam żadnego problemu ze zmyciem go z włosów najzwyklejszym szamponem.
A poza tym, wyczytałam, że jest bardzo wydajny, więc może jego cena nie jest wcale taka wysoka biorąc pod uwagę jak wiele kosmetyków można nim zastąpić?
A Wy macie jakieś doświadczenie z olejem kokosowym?

24 marca 2014

Zimnoooo!

No właśnie zrobiłam sobie wczoraj od bloga małą przerwę, ponieważ byłam od rana w szkole, do domu wróciłam o osiemnastej i spędziłam ten czas z K. 

Dzisiaj odebrałam moje pierwsze zamówienie z Avonu i jestem z niego bardzo zadowolona.
Pogoda niestety nie rozpieszcza. Dzisiaj było tak bardzo zimno. Spojrzałam na termometr no i niby było 11 stopni, więc kurtkę obrałam wiosenną, tylko szalik wełniany cieplutki, z getrów zrezygnowałam. A to wszystko to błąd! Bo chociaż nie było wiatru, deszcz nie padał, to jakieś to powietrze było wilgotne, włosy mi się dokumentnie poskręcały, ręce zmarzły tak, że nie mogłam się nawet podpisać a z kinola gile mi wisiały do pasa, bo jak się torebki zmienia co chwilę, to chusteczki ma się w każdej, tylko nie w tej, którą aktualnie nosi się ze sobą. No porażka!
Dziś lub jutro dodam wpis dotyczący całkowicie naturalnego specyfiku, który dziś udało mi się kupić. Teraz jednak napiję się gorącej kawy by się trochę rozgrzać.

22 marca 2014

Odwiedziny

Odwiedziliśmy moją babcię dzisiaj po bardzo długim czasie braku kontaktu. Obraziła się na nas i nie życzyła sobie by ją ktokolwiek odwiedzał, ale przy takiej okazji K. pomyślał, że warto do niej wpaść.
Tak jak przypuszczałam, był to średnio dobry pomysł, bo babcia dalej ma jakieś do nas wąty, nie mówi o co chodzi.
Wieść o oświadczynach zrobiła na niej wrażenie mniejsze niż na moich rodzicach. Ale jeszcze dzisiaj idziemy do rodziców K., bo oni jeszcze nie wiedzą.
Byłam dzisiaj w szkole jakieś 10 minut, ponieważ bardzo mi się nie chciało wstać. A jak już do szkoły dotarłam, to zajęcia się kończyły. Trudno, wiele mnie nie ominęło, tylko powtórka z mięśni nogi. Dowiedziałam się też, że ze sprawdzianu, do którego nie przygotowywałam się nawet minutę dostałam ocenę celującą.
A wczoraj drenaż nogi, który ciągnął się za mną tydzień zaliczyłam na piątkę:)
Kupiłam dzisiaj doniczkę by przesadzić moją melisę, która się nieźle rozrasta.
A ponieważ temat Pragi przewijać się będzie jeszcze długo długo, to przedstawiam kilka Anetki zdjęć;)



21 marca 2014

Ciężki powrót

Jak mi się nie podoba to, że już wróciliśmy. Znowu jem zwykłe śniadania, znowu myślę o codziennych sprawach, znowu idziemy dzisiaj do szkoły. A ja tak bardzo bym chciała zostać w Pradze. Zamieszkać w jednym z tych bajkowych, maleńkich domków.
No niestety. Pocieszeniem moim jest to, że mamy zamiar tam wrócić. Na bardzo krótko, ale zawsze to mi da chwilę na odwiedzenie pięknych miejsc. A chcemy tam wrócić, ponieważ zastanawiam się nad kupieniem w Pradze sukni ślubnej!
A dzisiaj lub jutro idziemy do teściów ogłosić im dobrą nowinę. Prawdopodobnie ucieszą się bardziej niż moi rodzice. To znaczy, moi rodzice się ucieszyli, a raczej nie zmartwili. Ich reakcja na wieść o oświadczynach była taka sama jakbym im powiedziała „mamo, tato zjadłam na śniadanie kanapkę z serem, była dobra”.
Bardzo mocno podczas wyjazdu zniszczyłam włosy codziennym myciem i długim moczeniem ich w wodzie, więc teraz doprowadzam je do porządku.


20 marca 2014

Oświadczyny

Myślałam, że takie sytuacje zdarzają się tylko w filmach! Spacerowaliśmy po Hradczanach, byłam już bardzo, bardzo zmęczona, ponieważ było to po dwunastogodzinnej podróży i już po około dwóch godzinach chodzenia. Już jęczałam, że spać mi się chcę, że zmęczona jestem, ale K. mówił, że piękne widoki mnie czekają, że warto, no to szłam.
 
Dotarliśmy do Katedry św. Wita, zobaczyliśmy tę fontannę i zastanawialiśmy się czy jest w niej woda. Nachyliłam się, by to sprawdzić, i chciałam powiedzieć, że jest pusta i do tego śmierdzi. I dosłownie w momencie gdy mówiłam „śmierdzi”, odwróciłam się i zobaczyłam pierścionek. 
 
A moja reakcja? No ty chyba oszalałeś?
Więc już się śmiejemy, że K. mi się oświadczył, a ja najpierw powiedziałam, że śmierdzi, potem że oszalał! Ja też oszalałam. Oszalałam ze szczęścia mówiąc „pewnie, że tak!”

Dzisiaj niestety już jesteśmy w domu, wyjechaliśmy wczoraj o 15.40, a już dzisiaj koło 4.40 byliśmy w Gdańsku.
Dzisiaj czeka mnie jeszcze oglądanie zdjęć i opowiadanie co, gdzie i jak moim bliskim.

17 marca 2014

Zwariowany dzień w Pradze

Oj tak, zwariowany dzień. Dużo dzisiaj połaziliśmy, teraz mamy małą przerwę, po przygodzie jaką zgotował mi K. Zostawił mnie samą (tudzież wsiadł w nie ten tramwaj co powinien) w obcym mieście, bez dokumentów (bo dałam mu na przechowanie), bez pieniędzy (bo po co wymieniać w kantorze, skoro możemy płacić kartą, którą on miał przy sobie), do tego nie mogłam się do niego dodzwonić.
Było wesoło. Na szczęście mniej więcej pamiętałam po wczorajszych spacerach jak dostać się do naszego hotelu.
Teraz zjemy szybki obiad i idziemy zwiedzać dalej!

A to zdjęcie zrobione zostało chwilę przed tym jak K. się zgubił, a właściwie mnie zgubił.

Praga to dopiero początek niespodzianek

Nie mam czasu, by rozpisywać się o tym, jak pięknie tu jest. Poza tym okazało się, że sam wyjazd nie był największą niespodzianką.
K. od początku naszej znajomości mówił mi jak bardzo kocha Pragę, więc właściwie powinnam się domyślić, że nie zabiera mnie tu bez powodu.
Wczoraj jak tylko przyjechaliśmy do hotelu, to poszliśmy na zwiedzanie, a potem na ponad dwie godziny wskoczyliśmy do wanny! Gorąca kąpiel w jego towarzystwie, popijając czeskie piwko... Tego właśnie było mi trzeba po wczorajszym męczącym dniu. Byłam tak padnięta, że nie miałam nawet siły chodzić.



 A dzisiaj czeka nas jeszcze więcej chodzenia!!!

16 marca 2014

Praga

K. zrobił mi wielką niespodziankę dzisiaj, do której przygotowywał się już od Grudnia! Na pół godziny przed przyjazdem do mnie zadzwonił i powiedział, że mam się spakować jak na trzydniowy wyjazd. Wiedziałam już od kilku dni, że coś kombinuje więc nie pytając o nic spakowałam bieliznę, najpotrzebniejsze kosmetyki, chusteczki nawilżone, oczywiście przygotowałam sobie też wodę z imbirem na wypadek dłuższej podróży i wyczekiwałam przyjazdu K.
Nic więcej się nie dowiedziałam. Sama ubzdurałam sobie, że jedziemy do domku jego wujka, za miasto i w tym też przekonaniu K. mnie cały czas utrzymywał. Nawet będąc jeszcze na dworcu PKS coś kręcił.
Dopiero gdy zerwał się na widok jednego z podjeżdżających Polskich Busów, wiedziałam, że kroi się jakaś większa akcja. I dopiero siedząc już w busie pani pilotka oznajmiła, że jedziemy do... Pragi!
Więc w tej chwili mija mi pierwsza godzina jazdy, przede mną jeszcze 11 godzin!
Od początku naszej znajomości K. mówił mi jak bardzo uwielbia Pragę i trochę mnie tym swoim szałem zaraził. Szykuje się więc bardzo miłych kilka dni, z których z pewnością regularnie będę tutaj relację zdawać.
Jestem nieziemsko podekscytowana!

15 marca 2014

Kawa z amaretto

Kawa z amaretto, to jedna z najlepszych kaw jakie w ogóle piłam! Jak zwykle nie wymagała ode mnie zbyt wiele pracy a efekt... K. może potwierdzić, bo się przypadkiem załapał;)

 
Do kawy rozpuszczalnej (oczywiście gdy już odrobinę ostygła) dodałam nieduży kieliszeczek amaretto. Alkoholu nie czuć prawie wcale, kawa jest słodka, pyszna i pięknie pachnie.
Tak niewiele potrzeba, by przenieść się na chwilę do słonecznych Włoch.
Spróbujcie takiej kawy, bo jest naprawdę, naprawdę pyszna!!!

Jak rozpętałam szaleństwo z Avon?

Moje poczucie własnej wartości nieźle dostało wczoraj po tyłku. Między innymi dlatego właśnie wracając od K. postanowiłam zrobić sobie dobrze i wskoczyłam „na sekundę” do sklepu Avon po olej arganowy do moich naruszonych rozjaśnianiem włosów. I wtedy się zaczęło!
Najpierw dwie bardzo miłe, bardzo głośne i bardzo gadatliwe panie dopadły się do mnie i mówiły jedna przez drugą tak, że nie rozumiałam absolutnie nic. Następnie przybiegła trzecia urocza pani usilnie namawiając mnie na darmowy zabieg ciepłą parafiną na dłonie. To był dobry moment na ogarnięcie tej sytuacji, więc nagle bardzo naiwnie i trochę z przerażeniem w głosie powiedziałam, że ja tu tylko przyszłam po olej arganowy, bo moja fryzjerka mi ten konkretny poleciła.
No i prawie się udało, prawie. Bo olej kupiłam, tak, a do tego podpisałam umowę i stałam się konsultantką.
 
Dostałam pięć tysięcy katalogów, ulotek, informatorów i katalogi na kolejny miesiąc i na poprzedni i inne katalogi i głowę mam od tego wielką.
Ale jak wróciłam do domu i przemyślałam to wszystko, t stwierdziłam, że dobrze zrobiłam podpisując tę umowę.
Paskudny wiatr za oknem sprawił, że nie zamierzam dzisiaj nosa z domu wychylać i mam gdzieś , że to oznacza wagary. Nie lubię wiatru, boję się wiatru, a ostatnio, gdy była taka pogoda, to prawie zostałam zdmuchnięta przez wiatr i musiałam się aż przytrzymać słupka!
Idę więc za moment zrobić sobie kawę i czas najwyższy zacząć ogarniać ten dzień.

14 marca 2014

Mała przyjemność

Każdy na taką małą przyjemność czasem zasługuje. A ja rozkochałam się ostatnio w kawie z bitą śmietaną! Taka pięknie wyglądająca kawka, która do tego pysznie smakuje, pozwala mi oderwać się na chwilę od codzienności.

Po imieninach wczorajszych najedzona jestem do dzisiaj!
Usłyszałam wczoraj od przyjaciółki mojej teściowej, że mam dobre oczy, że dobrze mi z nich patrzy i że K. znalazł mnie dzięki temu, że ta właśnie przyjaciółka wymodliła to, gdy tylko się urodził. Bardzo miło jest słyszeć takie rzeczy o sobie.
Mam ostatnio takie sny, w których ktoś jest bardzo szczęśliwy i bardzo mocno też uszczęśliwia to mnie. Dziwne, bo ja raczej nie jestem altruistką, powiedziałabym nawet, że moje podejście do życia jest raczej egoistyczne. Dziwne to takie.
Nic tam, odezwę się jak będę już w domu , czyli pewnie koło 21.30

13 marca 2014

Prezent dla teściowej

Jak pisałam już wcześniej, dzisiaj wybieramy się z K. na imieniny jego mamy.
Chciałam kupić teściowej taką samą chustę, jak mojej mamie (TU), ale kiedy zobaczyłam ten szal pomyślałam, że będzie idealny!
A poza tym mam cichą nadzieję, że zawsze otulając się tym szalem (jest wyjątkowo mięciutki!), pomyśli o mnie w miły sposób.

A na jednym ze zdjęć zmiana o której pisałam...:)

12 marca 2014

Kawa imbirowo-miodowa

Dzisiaj pogoda jest tak piękna, że wybierając się na zakupy ubrałam leciutką wiosenną kurtkę. Słońce tak dobrze na mnie wpływa. Już nie mogę doczekać się ciepłych wieczorów spędzonych w ogrodzie przy blasku świec (antykomarowych).
Bardzo chętnie będę robiła K. pyszną mrożoną kawę.
Póki co jednak na mrożoną kawę jest wciąż za zimno.
Wielokrotnie pisałam już o imbirze jako wspaniałym dodatku do herbaty, a przecież do kawy pasuje równie dobrze.
Na poprawę nastroju postanowiłam sobie zrobić słodką kawę.
Kilka plasterków suszonego imbiru zalałam razem z kawą, a po ostygnięciu osłodziłam miodem (przed tym krokiem proponuję wyciągnąć imbir, kawa jest lepsza i łatwiej się pije). Ozdobiłam bitą śmietaną, a na wierzch posypałam kakao. 

 
Smacznego!

11 marca 2014

Wiosenne odświeżenie

Po dzisiejszym cudownym, kobiecym dniu mam sprzątania tyle co po huraganie jakimś.
Ale ponieważ wiosna już zbliża się ogromnymi krokami, to trzeba się na nią przygotować. O tym co ja ze sobą zrobiłam, a raczej w czyje ręce się oddałam napisać jeszcze nie mogę, ponieważ K. jeszcze nie wie co jest grane.
Ale te kilka babskich godzin naładowało mnie niesamowitą energią!
Jutro idę na trening pi dość długiej, bo ponad tygodniowej przerwie. I wiecie co? Mam straszną ochotę na piwo. Nie wiem czy jutrzejszy wieczór spędzę sama, czy z K., ale na pewno przy piwie!

To zdjęcie sprzed trzech lat, wykonane przez K. zanim jeszcze byliśmy razem. Wybrałam dziś akurat to zdjęcie nie bez powodu, ale o tym wszystkim innym razem.

Domowe SPA: maseczka z miodu


Internet pełen jest przepisów na przeróżne super-maski z miodu, z różnymi dodatkami. A ja uważam, że miód sam w sobie jest już tak niesamowity, że nie potrzebuje żadnych dodatków.
Właściwości miodu są jak dla mnie nie do przebicia. Zaletą, która już na starcie wysuwa miód na prowadzenie, jest to, że miód jest produktem naturalnym, bez żadnej chemii (mam na myśli prawdziwy miód, a nie ten z marketu w cenie 10 zł za litr).
Miód ma niezwykłą zdolność do wiązania wilgoci, czyli doskonale nawilża. I to bez względu na rodzaj cery, ponieważ nadaje się do każdej.
Poza tym łagodzi podrażnienia i oczyszcza skórę.
A buzia po zmyciu takiej maski (koniecznie letnią wodą) jest bardzo gładka. Więc w tej chwili uciekam zmyć miód z mojej twarzy.
Kończąc napiszę tak: Nakładamy miód na buzię na 20 minut, spłukujemy letnią wodą i nasza buźka jest oczyszczona, nawilżona, odświeżona. Polecam!



10 marca 2014

Miękkie serce = twardy tyłek

Moi rodzice doskonale wiedzą, że mogą na mnie liczyć zawsze. Z doświadczenia wiedzą, że w ich problemy angażuję się bardzo mocno i robię wszystko by im pomóc. Szkoda tylko, że tego kompletnie nie doceniają. I nie dość, że oddając im się tak mocno wyczerpuje mnie to emocjonalnie, to w zamian za to mogę liczyć tylko na pretensje i żale i ciągłe dopieprzanie mi.
Jestem dzisiejszym dniem bardzo mocno zawiedziona. Ale za to jutro zamierzam odbić sobie te wszystkie przykrości dzisiejszego dnia. Jutrzejszy dzień jest tylko i wyłącznie mój. Będę sama w domu i będę sobie robić bardzo babskie rzeczy! Domowe spa jako przyjemności na ciało, i cały dzień dobra muzyka, jako przyjemność dla duszy. A może nawet dokonam jutro jakiejś dużej zmiany w moim wyglądzie...?

Tak czy inaczej, jutrzejszy dzień będzie dniem bardzo dobrym, choćby nie wiem co!

Prezent dla mamy

Jak pisałam już wcześniej, moja mama w sobotę miała urodziny. Zastanawiałam się co jej kupić i będąc z K. na zakupach znalazłam cudną rzecz.
 
Kiedy mama straciła włosy po chemii nie była zbyt przekonana do peruki, więc nauczyłam ją wiązania chusty na głowie. I od tego czasu obie bardzo przekonałyśmy się do takiej ozdoby, a różne chusty stały się obowiązkowym elementem garderoby w szafie i mamy ich bardzo dużo.
A ponieważ wiosna, mam nadzieję już na dobre do nas zawitała, to pomyślałam, że szal w motylkowy wzór będzie udanym pomysłem. 


Chusta jest bardzo duża, ale z delikatnego, cienkiego materiału, więc nadaje się zarówno na szyję, jak i na głowę.
Mama jest bardzo zadowolona. A mi chusta tak się spodobała, że postanowiłam podobną kupić teściowej na imieniny. 
 

Spacer

Kolejny piękny, słoneczny dzień dzisiaj. Mój tata czuje się już dość dobrze, już nie leży cały dzień w łóżku, zaczyna jeść normalne rzeczy w normalnych ilościach i nawet był dzisiaj na zakupach!
W sobotę byłam z K. na spacerze. A ja bardzo lubię fotografować las w słonecznej pogodzie.
Więc jako baba z lasu dzielę się z Wami miejscem, które sprawia, że wszystkie smutki odchodzą. Mogę na taki spacer iść nie wiem nawet jak mocno smutna, ale wracam zawsze z uśmiechem.
Chociaż ze spaceru z K. wracałam zawiedziona, bo okazało się, że nie weszliśmy na plażę, a ja bardzo tego chciałam.






09 marca 2014

Dzień Mężczyzn

10 marca, czyli jutro jest Dzień Mężczyzn
Drogie Panie, zdaję sobie sprawę, że nie jest to nie wiadomo jaka okazja do celebrowania, ale każdy pretekst jest dobry, żeby zrobić ukochanej osobie mały prezent. Nawet jeżeli byłby to drobiazg, lizak najzwyklejszy, to warto:)

Mój mężczyzna dostał ode mnie maleńką paczuszkę słodkości, a w niej między innymi... guma balonowa i kilka lizaków:) Nie wiem, czy jego ogromny uśmiech na buzi spowodowany był autentyczną radością, czy raczej go rozbawiłam, nieważne bo cieszył się i bardzo miło było mi to obserwować!

Regeneracja sił

Dopiero wróciłam ze szkoły. Jestem niesamowicie zmęczona, więc od razu zrobiłam sobie kawę i zjadłam coś słodkiego. 
 
Zanim więc zacznę robić cokolwiek, muszę regenerować swoje siły.
A jak mija Wasze niedzielne popołudnie?

08 marca 2014

Nareszcie zdobyłam melisę!

Zakupem, o którym pisałam już wcześniej była właśnie świeża melisa (o której więcej możecie przeczytać TU).
Jestem osobą bardzo nerwową, łatwo jest mnie wkurzyć, mocno przejmuję się tym co mówią moi bliscy, czasami ich głupi żart sprawia, że ja chodzę struta przez pół dnia. Często też różne sytuacje dla innych błahe mnie doprowadzają na skraj depresji.
I dlatego właśnie taka melisa mi się marzyła! Chciałam tutaj przeprowadzić jakieś porównanie do melisy z torebek, tak bardzo szybkich w przygotowaniu i wygodnych, ale absolutnie nie ma w ogóle żadnego porównania.
Świeża melisa ma tak niesamowity zapach! Bardzo intensywny cytrynowy, kojący aromat rozkochał mnie na nowo w tej roślinie! Pierwszy raz zakochałam się przygotowując notkę o jej właściwościach.

Oczywiście musiałam od razu spróbować jak smakuje i wrzuciłam sobie pięć listków do zwykłego kubeczka i zalałam gorącą wodą. Zapach po zaparzeniu? Cudny, boski i rewelacyjny! A smak? Nijak jej nie dorabiałam, nawet miodem jej nie słodziłam, a mimo to ma odrobinę słodki smak. Jednak na przyszłość wiem już, że te pięć listków to troszkę za mało.
Jak tylko trochę mi się roślinka zaaklimatyzuje w domu to wezmę się za suszenie, a wcześniej na pewno też przygotuję nalewkę.
To był długi, trochę męczący, ale bardzo przyjemny dzień. K. już czeka na mnie w łóżku, więc kończę pić mój napar z melisy i uciekam przytulić się do niego.
Raz jeszcze kobietki, WSZYSTKIEGO DOBREGO!

Sernik i urodziny mamy

Nie mam dzisiaj w ogóle czasu, żeby tu pozaglądać! Najpierw byłam w szkole, a potem z K. wybraliśmy się na zakupy, które były bardzo udane! Wieczorem pochwalę się jedną z rzeczy, którą kupiłam, bo pisałam, już wcześniej, że jej bardzo mocno potrzebuję.
Teraz K. zajada się sernikiem od babci i pije kawę z kardamonem i odpoczywamy przed popołudniowym spotkaniem. 
  
Dzień kobiet jest, tulipanka dostałam, słodkości dostałam, urodziny mamy są, więc i mama prezent też dostała, o którym też napiszę, ale po prostu nie teraz, bo nie mam czasu!!! 
 
I chcę jeszcze napomknąć, że 10 marca jest Dzień mężczyzny. I jak tylko mój mężczyzna dostanie jutro (bo w poniedziałek się nie zobaczymy), swoją paczuszkę, to i Wam ujawnię co dostał...;)

07 marca 2014

Dziękuję!

 
Jak w tytule, bardzo, bardzo mocno dziękuję wszystkim, którzy mnie w ostatnich dniach tak mocno wspierali.
To był naprawdę okropny czas. A Wy byłyście niesamowite dziewczyny, naprawdę!
Teraz w końcu znowu nadchodzą słoneczne dni, pod bardzo wieloma względami...
Tata czuje się raz lepiej raz gorzej, ale nie jest tak źle jak było. K. zadzwonił do mnie po wielu dniach „cichych dni”, moje samopoczucie też się poprawia.
A jutro moja mama ma urodziny! Nie szykujemy nic specjalnego, ale chcemy przygotować jakieś ciacho do kawy, bo wpadnie ciotka, może przyjdzie mój kuzyn ze swoją dziewczyną i dzieciaczkiem i będzie K.
Jestem bardzo szczęśliwa i mam wielką nadzieję, na to, że jutro całkowicie zregeneruję swoje siły, min. w towarzystwie mojego K.
Kwiatek dla wszystkich, którzy tu ze mną byli i szczególne podziękowania dla Aleksandry! 

 

06 marca 2014

Szybka notka

Wpadam tu tylko na chwilę, żeby napisać, że z tatą jest już całkiem dobrze. Na tyle się poprawił stan jego zdrowia, żeby już mieć do mnie pretensje z samego rana jak tylko się obudziłam.
A ja nie mogę poradzić sobie dzisiaj z bólem pleców i brzucha. W jakiej bym pozycji nie była, to przez pierwsze dwie minuty jest super, przez kolejne trzy jest znośnie, a potem już mi się chce płakać z bólu. Żebra bolą mnie tak jakby mnie ktoś skopał. Miałam już kiedyś podobny ból (z tym że wtedy nie bolały mnie plecy), byłam nawet z tym na pogotowiu, jak zwykle nikt nic nie wiedział, podali mi tylko leki rozkurczowe, więc tym razem poczekam sobie aż mi przejdzie.
Mam ochotę obejrzeć jakiś pozytywny film.

Zabawa

Od pewnego czasu na moim blogu wpisy pojawiały się raczej przygnębiające, a przynajmniej takie, w których ja to moje zdołowanie wylewałam. I pewnie ta notka również taka by była, ale zostałam nominowana przez Czarną do zabawy, więc zaczynam!

1. Jakie są słowa których nadużywasz?

Mega, jakby, bla bla (jak zdanie, które wypowiadam wydaje mi się bez sensu, to tak kończę: bla bla)

2. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia ?

Nie. Wierzę, że widząc kogoś może nam się spodobać bardziej, lub mniej, ale to nie miłość

3. Zgadzasz się ze stwierdzeniem, że stara miłość nie rdzewieje?

Zdecydowanie tak

4. W spodniach czy w sukience?

W spodniach

5. Kawa czy herbata?

Żeby życie miało smaczek... raz kawa, raz herbata

6. Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach. Prawda czy fałsz?

Szczera prawda

7. Mężczyzna powinien zbudować dom, posadzić drzewo, mieć syna... Zgadzasz się?

Nie, wystarczy jak będzie wspierał swoją kobietę, szanował ją, troszczył się.

8. Jaka porażka dotknęła cię najbardziej?

Porażka służby zdrowia w państwie w jakim przyszło mi żyć

9. Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus - prawda czy fałsz?

Prawda

10. Jak wakacje to w górach czy nad morzem?

Gdziekolwiek, byle wakacje

11. Gdzie widzisz siebie za 15 lat?

Z uwagi, na moją rozmowę z K. sprzed około tygodnia na ten temat, odpowiem bardzo dyplomatycznie i pokojowo, że w Jego ramionach


Nie wiem ile osób powinnam nominować, ale zdecyduję się na jedną bardzo wyjątkową blogerkę, dzięki której tak naprawdę wróciłam do prowadzenia mojego bloga. I jest to Pełnoletnia!
A oto moje pytania:
  1. Jakie wydarzenie z dzieciństwa zostawiło w Tobie ślad do dzisiaj?
  2. Gdybyś przez jeden dzień była facetem, to co byś robiła?
  3. Czy masz gdzieś w pamięci swoją pierwszą miłość, do której wracasz myślami?
  4. Czy żałujesz czegoś co mogłaś zrobić, a nie zrobiłaś?
  5. Gdybyś miała określić swoje życie gatunkiem filmowym, to jaki byłby to film?
  6. Bez czego absolutnie nie ruszasz się z domu?
  7. Jaki jest smak Twojego dzieciństwa?
  8. Co robisz kiedy masz doła i potrzebujesz pocieszenia?
  9. Co zabrałabyś ze sobą lecąc w bardzo daleką podróż, gdybyś mogła mieć tylko niewielki bagaż?
  10. Czy i jakie dziwactwa zdarza Ci się robić w domu, kiedy jesteś sama?
  11. Czy wierzysz w reinkarnację?

05 marca 2014

Jedyne pocieszenie

 
Tak, zgadza się, te małe słodkości to moje jedyne pocieszenie dzisiaj, choć szczerze mówiąc strasznej ochoty to ja na nie nie mam. Ale słodkość jest, nastrój poprawi.
Tata zlądował w szpitalu, mama pojechała z nim, a ja siedzę w domu sama, gęby nie ma do kogo otworzyć, to i myśli mi chore do głowy przychodzą. Rok temu, 21 marca przechodziłam przez to samo, tylko wtedy tata był osobą towarzysząca, a mama ze szpitala wróciła z informacją, że ma raka.
Jestem zmęczona dzisiaj bardzo. Jak tylko mama wróci do domu (bo teraz jeszcze robią tacie jakieś badania i jest możliwe, że i on dzisiaj wróci, więc mama jest z nim cały czas), to zaraz idę spać.

Tatuaż, marna pobudka i niech mnie ktoś dobije

Wstałam dzisiaj o 5.10 obudzona niepokojącymi odgłosami. To był mój tata duszący się tak, że nie wiedziałam czy do reanimacji mam przystąpić już teraz, czy jeszcze chwilę poczekać. Na szczęście obyło się bez ratowania życia, ale ja już zasnąć nie mogłam. Więc poszłam zrobić sobie herbatę, a w kuchni... A w kuchni kot wbił mi pazura w dupę! Krzyknąć nie mogę, bo przecież piąta rano jest, ludzie zdrowi i normalni o tej porze śpią, więc zdusiłam to w sobie i wróciłam do siebie.
Dodałam też wpis, z którym walczyłam ponad tydzień, bo w zeszły wtorek postanowiłam dodać wpis o diecie DASH, a dzisiaj miałam na to sporo czasu.
Ale zainspirowana wpisem Czarnej chciałam też pochwalić się moim tatuażem. O tatuaży marzyłam odkąd tylko sięgam pamięcią. A gdy w końcu zarobiłam swoją pierwszą porządną kasę to pobiegłam do salonu i spełniłam swoje marzenie.
Kot, na którego wytatuowanie się zdecydowałam to moja nieżyjąca już wtedy kotka, którą miałam przez ponad 10 lat. Najpierw ja z tatą jej uratowaliśmy życie, a potem ona każdego dnia odwdzięczała się nam za to. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to ona była moją bratnią duszą. Wyczuwała moje nastroje jak nikt inny i kiedy byłam smutna przychodziła do mnie i mruczała i głaskała mnie a jej głośne miałczenie i warczenie zawsze mnie jakoś pocieszało, zawsze wtedy patrzyła mi w oczy. Był taki czas, że bardzo mocno kłóciłam się z rodzicami i jej obecność była dla mnie cholernie ważna, ta kotka mnie broniła.
Nadal mi jej bardzo brakuje i jest mi bliska. Bardzo dużo mogłabym o niej pisać, ale i tak płaczę dzisiaj od samego rana, więc nie będę się dołować jeszcze bardziej.
Dzięki temu, że ta wredna kocica wytatuowana jest na moim prawym przedramieniu (już prawie trzy lata) jest zawsze przy mnie.
A jeśli chodzi o reakcję bliskich na moją „dziarę”, to była zupełnie nijaka. Najbardziej podekscytowana była babcia mojej ówczesnej przyjaciółki. Moi rodzice są bardzo tolerancyjni i otwarci na moje pomysły, więc się nie wkurzali, ale też nie byli zachwyceni. Ale miałam już 19 lat, więc ich zdanie było bez znaczenia. Choć już jak miałam 17 lat, to mama była gotowa podpisać mi zgodę, a nawet iść ze mną do salonu, ale sama wtedy jeszcze czułam, że potrzebuję jeszcze trochę czasu. Wiedziałam, że nadejdzie dzień kiedy będę na 10000% pewna czego dokładnie chcę. 
 
Tacie dołączyły kolejne objawy, więc jest u lekarza znowu, a mi z tych nerwów uaktywniły się i moje problemy żołądkowe.
To stwierdzenie czytałam ostatnio na wielu blogach, a i do mojego pasuje; jak nie urok, to sraczka.

Dieta DASH

Z dostępem do informacji na temat tej diety nie ma najmniejszego nawet problemu. Po wpisaniu  frazy „dieta dash” mi w pierwszej kolejności pojawił się dokument PDF ze strony Akademii Diabetologii, a zaraz potem strona poświęcona tylko tej diecie. Problemem jest raczej to, że mało kto wie że taka dieta w ogóle istnieje i dlatego nawet nie szuka informacji.
Ja postaram się zacząć temat, przedstawić go w pigułce i odeślę na odpowiednie strony.
Dieta DASH to jedyna dieta, której działanie zapobiegające nadciśnieniu tętniczemu zostało udowodnione medycznie. Natomiast jest również zalecana osobom cierpiącym na miażdżycę, cukrzycę lub otyłość.
Właściwie nie jest to dosłownie „dieta”. Program żywieniowy lub styl odżywiania to lepsze określenia. Poza tym, że obniża ciśnienie, to jest również elementem profilaktyki.
Dash normalizuje także masę ciała, więc może stosowana być jako bezpieczna dieta odchudzająca u osób z otyłością.
Kilka słów o głównych założeniach diety dash.
  • Nabiał to nie tylko źródło wapnia, ale także wielu innych potrzebnych nam elementów, więc nie rezygnujmy z produktów mlecznych w dorosłym życiu.
  • Orzechy wzmacniają serce, wykorzystajmy to.
  • Po co szprycować się witaminami w tabletkach. Jeżeli mamy ich całe mnóstwo w owocach i warzywach?
  • Produkty pełnoziarniste i zbożowe są mega ważne w naszej diecie.
  • Ryby! Same ryby już mają właściwości zapobiegające miażdżycy. Są cennym źródłem kwasów omega-3, powinniśmy spożywać ryby minimum dwa razy w tygodniu.
  • Należy ograniczyć sól, ponieważ to ona bardzo mocno podwyższa ciśnienie. A w dzisiejszych czasach wszystko jest już tak naładowane solą, że nie powinniśmy nic już dosalać.
  • Trzeba pić! Około 1,5 litra..no właśnie, czego? Wody? Ile można? Nie musi to być koniecznie woda, ale dobrze, by nie była to też kawa ani mocna herbata, ale na przykład soki owocowe.
  • I nie muszę chyba wspominać o odstawieniu alkoholu i papierosów prawda?
Już po dwóch tygodniach przestrzegania tej diety można zauważyć efekty takie jak obniżenie ciśnienia. Na utratę wagi trzeba poczekać troszkę dłużej, podobnie jak na uregulowanie gospodarki insulinowej.
Istotne jest też to, że nie trzeba rezygnować ze słodkości.
Poniżej podaję link do fantastycznego dokumentu, który zawiera wiele praktycznych informacji min. o konkretnych produktach. I przede wszystkim można się z niego dowiedzieć o wiele więcej niż z mojej krótkiej notki.
Bardzo mocno zachęcam do bliższego zapoznania się dietą DASH.

04 marca 2014

DIY: Muszelki i śmieciuch po Air Wick

Na długim spacerze byłam, przedstawiam na to nawet zebrane dowody.

Używam od niedawna elektrycznych zapachów Air Wick i po ostatnim został mi „flakonik”, pomyślałam że w taki sposób mogę go wykorzystać.
Jutro tata idzie do lekarza znowu, bo nie jest z nim ani trochę lepiej. A do tego jeszcze doszły problemy zdrowotne mamy. Niby wszystko super, ale po dzisiejszym badaniu pojawiły się bardzo niepokojące objawy, które absolutnie nie powinny mieć miejsca.
Ja wiem, że ostatnio moje wpisy, to głównie narzekanie... Ale jak to się mówi, raz na wozie raz pod wozem, jutro pewnie będzie lepiej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...