10 stycznia 2018

Odmładzająca maska Marion Japoński Rytuał



W ostatnim wpisie, chwaliłam się, że na swoje pięć minut w moim życiu czeka maska na tkaninie Marion Japoński Rytuał. Kilka dni temu jej użyłam i bardzo się cieszę, że zdecydowałam się ją wypróbować. Dzięki temu że ją kupiłam, teraz już wiem jak maski w płachcie NIE powinny wyglądać i jakie Nie powinny być.
Odmładzająca maska Marion Japoński Rytuał

Przede wszystkim tkanina jest zupełnie inna, jest sztywna, ciężko ją dopasować. Wręcz nie da się jej w wygodny sposób ułożyć na twarzy. Esencja, którą maska jest nasączona jest całkowicie płynna, nie ma formy żelu, do czego przyzwyczaiły mnie np. maski z Lomi Lomi, lub wszystkie inne, których do tej pory używałam.
Kolejny minus jest taki, że ilość serum jaką nasączono te maski jest dość zabawna. Nie ma szans posmarować nawet szyi, a co dopiero dekolt.
Producent zaleca trzymanie maski dziesięć minut, ja wytrzymałam pięć. Po pięciu minutach pieczenie powodowało taki dyskomfort, że zwyczajnie ją zdjęłam.
Ostatnia negatywna rzecz to zapach. Może i jest ok, ale ja spodziewałam się cudów, kwiat wiśni pachnie pięknie, a ta maseczka zwyczajnie.
Po ściągnięciu serum dość szybko się wchłania i to całkowicie. Podrażnienia jakie miałam na twarzy zostały odrobinę złagodzone. Ale nawilżenie jakie uzyskałam nie utrzymało się nawet do rana ( a maskę kładłam koło pierwszej w nocy).
Jeśli o mnie chodzi nie wrócę do tego produktu. Kupiłam od razu dwie maseczki, jedna z nich jest da mamy, jak sprawdzi i będzie miała coś ciekawego do powiedzenia, to na pewno się tym utaj podzielę.

05 stycznia 2018

Czarne mydło- nie takie idealne



Przybywam. Niestety z nienajlepszą nowiną. Otóż, czarne mydło nie jest tak idealne jak bym sobie tego życzyła. Gorzej. Jest tak nieidealne, że szukam dla niego zastosowań innych niż mycie którejkolwiek części mojego ciała. Dodam, że do włosów też się sprawdziło bardzo średnio, w porywach do źle. Nie panikuję,  podobno dobrze radzi sobie z trudnymi plamami na ubraniach. Bo niestety ale z myciem twarzy (przynajmniej mojej) sobie nie radzi. 
czarne mydło nacomi

Od samego początku wiedziałam (i pisałam też o tym), że ten produkt jest bardzo silny, tzn. myje bardzo dokładnie, pozostawia to uczucie talerza, takiej piszczącej skóry gdy się jej dotyka. Ale mimo to, mogłam używać go codziennie rano lub wieczorem, mydło nie powodowało wysuszenia ani innych negatywnych skutków. Po pewnym czasie zauważyłam, że jednak coś się dzieje niedobrego, więc dość mocno ograniczyłam mycie buzi czarnym mydłem i stosowałam je dosłownie dwa, może trzy razy w tygodniu. Ale to niestety nic nie dało, z każdym kolejnym użyciem dyskomfort, swędzenie i podrażnienie się nasilały. Ewidentnie nie jest to uczulenie, to żadna wysypka, tylko po prostu zwyczajne podrażnienie, trochę jak oparzenie słoneczne albo coś w ten deseń.
czarne mydło nacomi

Spodziewałam się cudów, wysoko postawiłam poprzeczkę, ale teraz bez żalu żegnam się z tym gagatkiem.
Niestety przez to że mam zaczerwienioną i trochę przewrażliwioną buzię teraz, to nie mogę użyć maski, którą kupiłam dzisiaj całkiem przypadkiem i której jestem strasznie ciekawa!
marion japoński rytuał

A na koniec, żeby powiedzieć dobranoc z jeszcze bardziej pozytywnym akcentem, to pochwalę się, że byłam na siłowni! Pierwszy raz w tym roku, dlatego dzisiaj wykonałam tylko godzinny FBW, ale od następnego razu już będzie konkretna pompa, bez pośpiechu i zadawania sobie ciągle pytania „Boooziu, co ja tutaj robię?”
Dobranoc!

02 stycznia 2018

Make-up !



Tak! Wracając do tego bloga miałam zamiar co jakiś czas dodawać zdjęcia najzwyklejszego na świecie makijażu, ale okazało się, że to wcale nie takie łatwe. Bo albo nie robię makijażu prawie wcale, albo jak już zrobię to nie mam czasu na zdjęcia, albo światło byle jakie i tak to wygląda, że do tej pory dodałam jeden wpis z make- upem, ten jest drugi. 

Dzisiaj też czasu za wiele nie mam, ale szybki wpis dodaję.
Miałam dzisiaj dylemat, bo potrzebuję makijażu trwałego, który wytrzyma cały dzień, nie zetrze się od szalika i jeżeli łezkę uronię to też się nic nie stanie. Ale przetrzymałam trochę za długo maseczkę wczoraj i jestem trochę czerwona, co  zresztą widać na zdjęciach, więc wolałabym coś delikatniejszego, czyli kosmetyki mineralne. I na takie też padł mój wybór krem BB Lily Lolo, podkład też Lily lolo. Na bronzer lub róż już mi zabrakło trochę czasu i chyba też weny.

Jeśli chodzi o oczy to użyłam paletki Avon True Colour smokey grey. W rzeczywistości oczy są ciemniejsze, odrobinę prześwietliłam zdjęcia. 

Ale też nie chciałam by moje oczy były całkiem czarne. Czas zjeść śniadanie i zmykać. To może być długi dzień.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...