18 listopada 2017

Eos

W tym tygodniu podjęłam jedyną słuszną decyzję. Wyszłam ze swojej strefy komfortu i zostawiłam najwygodniejszą pracę świata (która miała tysiąc wad ale wciąż była wygodna) i zdecydowałam się na pracę stresującą, nerwową i odpowiedzialną.
Informacja dla Anonima, który pod ostatnim wpisem stwierdził, że to co piszę jest nudne, proszę nie czytaj. Jeśli mnie coś nudzi to raczej nie tracę na to czasu.
Pisałam wcześniej, że mam kilka kosmetyków, o których bym chciała napisać i teraz w końcu będę miała na to czas.
A dzisiaj mogę napisać o małym produkcie, który mnie ani nie zawiódł, ani nie zachwycił.
Eos.
Eos

Kupiłam go w momencie, kiedy moje usta były w naprawdę opłakanym stanie. Pękały, były suche, nie mogłam ich nijak zagoić. I jeśli chodzi o pomoc w gojeniu, to Eos nie sprawdził się w ogóle. Nie pogorszył stanu moich ust, ale też go nie poprawił. Kiedy jednak pęknięcia się trochę zagoiły, to do samego nawilżania i natłuszczania to małe jajeczko okazało się być całkiem spoko.
Eos

No właśnie, całkiem spoko, ale nie na tyle, żeby znowu wydać na niego 25 zł. I też nie na tyle, żeby skusić się na krem do rąk Eos.
Poza tym, kształt jajeczka dla mnie jest dość nieporęczny. Chociaż zazwyczaj noszę go w torebce albo stoi na biurku, więc nie narzekam aż tak na to, że uwiera lub odstaje gdy siedzi w kieszeni.

Prawie całkiem naturalny skład jest bardzo na plus. Mocno nawilża i delikatnie natłuszcza (pod tym względem jest świetny). Bardzo wydajny, nie da się nałożyć za dużo. Ładnie, delikatnie pachnie. Trochę irytuje słodki smak, który zaraz po użyciu się czuje.
Tak jak napisałam, ani mnie nie zachwycił, ani nie rozczarował. Z jednej strony chciałam napisać, że nie jest wart takiej kasy, ale z drugiej, wystarczy mi naprawdę na długo i myślę, że jak już się skończy, to będę chciała mieć kolejnego Eoska pod ręką.
Czy z czystym sumieniem mogę polecić go innym? Myślę, że tak. Jedyne osoby, którym bym go nie poleciła, to takie, które nie lubią czuć smaku kosmetyku na ustach.
Lecę przygotować się teraz na urodziny wujka mojego K.

Korzystajcie z weekendu dziewczyny i do następnego razu!

13 listopada 2017

Jakie zioła przeciwdziałają wypadaniu włosów i na co zwrócić uwagę pijąc napar ze skrzypu?

Głównie domowymi sposobami postawiłam się wczoraj na nogi i dzisiaj czuję się już naprawdę nieźle.
Pisałam wielokrotnie o tym jak bardzo wypadały mi ostatnio włosy i o tym jak bardzo nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić.
Poza wcierką i poza działaniem z zewnątrz postawiłam też na zioła. I o tych ziołach dzisiaj napiszę kilka słów. Nie będę pisać o tym jakie zawierają substancje i jak one konkretnie działają, bo chcę napisać tylko o moich subiektywnych odczuciach i wrażeniach. Poza tym kilka konkretów napisałam już tutaj.
napar z pokrzywy napar ze skrzypu

Nie odkryję Ameryki pisząc że sięgnęłam oczywiście po skrzyp polny i pokrzywę. Ponieważ babeczka w Rumianku powiedziała, że zioła pije się w ilościach parzystych, to dorzuciła mi jeszcze fiołek, który miał pomóc oczyścić mój organizm. Ciężko jest mi stwierdzić, czy mój wysyp krostek miał jakiś związek z tym fiołkiem, bo prawdę mówiąc podejrzewam o to dwa kosmetyki bardziej niż to biedne (raczej Bogu ducha winne) zioło.
pokrzywa skrzyp fiołek

Zużyłam sobie po jednym opakowaniu każdego z ziół. Jedno opakowanie to 50 albo 45 gramów. Zmieszałam je wszystkie w dużym słoju. Starałam się pić około sześć łyżeczek takiej mieszanki dziennie, czyli trzy zaparzenia, chociaż w większości przypadków były to dwa kubki, czyli cztery łyżeczki ziół. I myślę, że gdybym na początku nie używała większych porcji to taki jeden słoik starczyłby mi na cały miesiąc.
zioła na wypadanie włosów

Jak zadziałały na mnie? Z pewnością włosów wypada mi o wiele mniej. Tak naprawdę nie ma w ogóle porównania, bo bardzo skutecznie udało mi się wypadanie ograniczyć. Pojawiło się też sporo krótkich włosków i wierzę, że zioła mają w tym swój spory udział. Nie zauważyłam chyba szybszego wzrostu.
Skutki uboczne. Niestety są ale to na własną prośbę. Mam potężne rozbabrane zajady, które są wynikiem wypłukania sobie witaminy B1. Ale już ją uzupełniam więc powinno być lepiej.
Jutro jadę po kolejną porcję ziół i tym razem zamiast fiołka wybiorę melisę. A skrzypu dodam tylko około 20 lub 25 gramów, by uniknąć kolejnych nieoborów B1.

Dziękuję kobietki za miłe słowa po ostatnim wpisem, trzymajcie się zdrowo. I jedzcie imbir bo działa cuda.

12 listopada 2017

Znowu się przeziębiłam:(

Po pierwszym tygodniu nowej pracy jestem przerażona kolejnym. Właściwie to nie chodzi nawet o nową pracę (i o to jak cholernie jest nerwowa), ale o to że znowu będą dni, gdzie będę pracować prawie całą dobę, a to naprawdę męczy.
herbata z miodem

Ale nie narzekam, tylko korzystam z wolnej niedzieli. Od rana piję herbatę z miodem, imbirem i cytryną, bo jestem przeziębiona. W sumie, nie zaleczyłam ostatniego przeziębienia i teraz ogólne osłabienie spowodowało, że znowu mam zawalone zatoki i boli mnie gardło.
herbata z miodem

Ale znalazłam też chwilę na maseczkę, której potrzebowałam jak powietrza i na pomalowanie paznokci. Wieczorem zajmę się też włosami, nałożę maskę na dłużej i je wygrzeję. Taki mam na dzisiaj plan.
herbata z miodem

Chciałabym obiecać trzy wpisy w tym tygodniu (zwłaszcza, że mam w planach napisać o naprawdę spoko kosmetykach) ale chcę też być uczciwa wobec samej siebie i Was i obawiam się, że nie zbiorę sił na aż trzy wpisy, z pewnością za to mogę obiecać dwa.

A teraz zmykam robić sobie włosowe spa! 

08 listopada 2017

Suchy szampon

Od kiedy wróciłam do prowadzenia bloga, jedna rzecz była pewna. W każdy poniedziałek dodawałam wpis. W miniony poniedziałek tego nie zrobiłam, ale tego nie żałuję, bo spędziłam cudowny (chociaż o wiele za krótki) wieczór z K.
A teraz muszę się do czegoś przyznać. Mam bardzo negatywne nastawienie do suchego szamponu. W przeszłości w kryzysowych sytuacjach zdarzało mi się używać talku, takiego dla dzieci (konkretnie babydream) i sprawdzał się całkiem ok, i dlatego też nigdy nie przypuszczałam, że skuszę się na suchy szampon. W tym momencie promocja przy kasie w Rossmannie okazała się bardzo na czasie dla mnie i spowodowała, że kupiłam tego gagatka:
suchy szampon

Bardzo mało jestem ostatnio w domu (w całym listopadzie więcej czasu spędzę w pracy niż w domu) więc może takie rozwiązanie przypadnie mi do gustu, a może nawet okaże się zbawienne.
Moje nastawienie wciąż jest trochę sceptyczne ale jestem też bardzo ciekawa jak taki szampon się sprawdzi. Pewnie będę go sobie używać właśnie przez cały listopad (chyba że wcześniej się okaże, że to jedna wielka pomyłka) i pewnie jakoś na początku grudnia napiszę co myślę.
A tak poza tym, to byłam na siłowni i po trzech miesiącach czułam się tam jak pijane dziecko we mgle! Ale daje mi to jednak nadzieję, że może (może nawet w tym miesiącu) znajdę w sobie na tyle dużo motywacji i energii by jeszcze tam wrócić.


Jestem bardzo Ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z suchym szamponem? Używacie tylko w kryzysowych sytuacjach, czy może wcale? Naprawdę takie odświeżenie działa? 

04 listopada 2017

Cafe Kultura w Sopocie

Nie wiem na ile ten wpis jest aktualny, bo w miejscu o którym chcę napisać ostatni raz byłam chyba z trzy albo cztery lata temu, ale tak bardzo kojarzy mi się z jesienią, że muszę o nim wspomnieć póki na to czas.
Cafe kultura Sopot
 
Właściwie, to nawet nie ma się nad czym rozpisywać, wrzucę kilka zdjęć, które (choć robione telefonem z kiepskim aparatem) oddają klimat tego miejsca. 
Cafe kultura Sopot
 
Jeżeli jednak mam być całkiem szczera i obiektywna, to muszę napisać, że byłam w Kulturze kilka razy, w kilkutygodniowych albo kilkumiesięcznych odstępach czasu i niestety ale za każdym razem podobało mi się trochę mniej. Dlaczego? Okazało się, że grzaniec był robiony w mikrofali. Drinki, które były naprawdę pyszne dziewczyna nalewała w taki sposób, że z każdą kolejką w kieliszku była coraz mniejsza porcja. I menu, mam na myśli jego wygląd, za pierwszym razem było piękne i całkowicie wpisywało się w klimat miejsca i chociaż było już rzeczywiście „zużyte” to było mi naprawdę przykro, że już następnym razem jak przyszliśmy było zastąpione innym, mniej ładnym.
Cafe kultura Sopot

Rozpisałam się o minusach, ale nie zmienia to faktu, że to naprawdę piękne, ciepłe miejsce. I kominek... Chociaż sztuczny, to dawał prawdziwe ciepło i w zimny jesienny dzień naprawdę przyjemnością było się przy nim ogrzewać. 
Cafe kultura Sopot
 
Jeżeli macie ochotę poczuć się naprawdę niesamowicie, dodam, że kanapy są niezwykle wygodne, to odsyłam Was na Facebooka, lub na stronę i mimo minusów bardzo polecam to miejsce. I mam nadzieję, że z K. znajdziemy kiedyś chwilę by się tam znowu wybrać.
Cafe kultura Sopot


01 listopada 2017

Zrobiłam sobie na twarzy małą masakrę

Tak, zrobiłam sobie na twarzy naprawdę dużą przykrość. Najpierw tą cholerną maską, która naprawdę, gdy miałam ją na twarzy nawet nie sugerowała, że cokolwiek może być nie halo. Potem, żeby ukryć to co się stało, czyli maksymalny wysyp małych krostek i zaczerwienień dwa razy użyłam korektora pod podkład mineralny i tym wysuszyłam sobie skórę, głównie pod oczami. 
sucha podrażniona skóra
To opuchnięcie pod oczami jest spowodowane właśnie podrażnieniem!

Sto razy już pisałam o tym, że moja skóra jest za mało nawadniana od wewnątrz, więc w końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Co oznacza, że bardzo restrykcyjnie będę się trzymać dwóch litrów płynu dziennie. Podobno potrzeba około czterech tygodni odpowiedniego nawadniania by zauważyć różnicę.
Jeżeli znacie jakieś bardzo łagodne sposoby na poradzenie sobie z zaczerwienioną i bardzo podrażnioną skórą, z wielką ilością małych krostek to będę niezwykle wdzięczna za porady!

30 października 2017

Maska Purederm w płachcie

Kupione ostatnio maski już następnego dnia zostały zużyte przeze mnie i przez moją mamę. Chciałabym napisać o nich coś konkretnego, jakąś fajną, konstruktywną opinię, ale było to moje pierwsze spotkanie z tymi gagatkami, i w ogóle chyba z marką Purederm więc jedyne o czym mogę napisać to pierwsze wrażenie.
Jak pisałam ostatnio, maski były dwie, jedna z zieloną herbatą, druga z pomidorem. Ta z zieloną herbatą wylądowała na mnie, pomidorową dałam mamie. 
purederm
 
Jeśli chodzi o dopasowanie wycięć, to mojej mamie maska przypasowała idealnie. Wszystkie otwory były w naprawdę idealnych miejscach. Jeśli chodzi o mnie to otwory na oczy mogłyby być trochę szerzej rozłożone, a poza tym też było dobrze.  
Samo noszenie było czystą przyjemnością bo esencja, którą były nasączone obie maseczki, nie kapała i nie ściekała. Minusem mojej maski (z zieloną herbatą) było to, że musiałam po zdjęciu jej opłukać twarz wodą. Nie doczytałam tego w sklepie, gdybym już wtedy o tym wiedziała, to wybrałabym inny wariant (a było ich dość sporo). 
purederm
Mam czepek, ponieważ na włosach siedzi maska Biowax
 
Jeśli chodzi o efekt „po”, to zacznę od pomidorowej maski, bo jedyne wrażenia mamy jakimi się ze mną podzieliła to to, że czuła lekkie ściągnięcie. Ale na tyle nieduże, że chyba nawet nie użyła żadnego kremu (ale nie jestem pewna).
Moje odczucia natomiast były mocno mieszane. Również czułam delikatne ściągnięcie. Było na tyle nieprzyjemne, że użyłam odrobinę oleju z pestek malin. I kilka minut po zdjęciu maski moja buzia była jakby delikatnie podrażniona. Nie było tego widać, nie byłam czerwona ani nic z tych rzeczy, ale trochę tak jakby swędziała i po prostu było to mało przyjemne. I rano kiedy się obudziłam cały czas ten lekki dyskomfort się utrzymywał. Ogólnie miałam wrażenie, że buzia jest mocno podrażniona, choć nie było tego widać. 
purederm
Efekt po zdjęciu maski, zanim nałożyłam jeszcze olej z pestek malin
 
Czy zdecyduję się na tą konkretną maskę jeszcze raz? Nie. Nie kupię ponownie wersji z zieloną herbatą, ale marki Purederm jako takiej nie skreślam.
Po bardzo relaksującym niedzielnym wieczorze czeka mnie długi i intensywny tydzień, między innymi dlatego, że wracam na siłownię. Więc i sobie i Wam życzę naprawdę dużo energii!

AKTUALIZACJA 01.11.2017 Ta maska mnie tak przeokrutnie uczuliła, albo podrażniła, że mam ochotę wydrapać sobie całą twarz! Mam ochotę napisać do producenta i zapytać dlaczego tak bardzo nienawidzi ludzi, że tworzy takie maski?

28 października 2017

Moje małe spontaniczne zakupy

Odwiedziłam dzisiaj (mając 10 minut czasu) Hebe. Miałam w planach kupić tylko maseczkę w płachcie, ale oczywiście na tym się nie skończyło.
Ale najpierw odżywka, którą kupiłam wczoraj w Rossmannie. Często piszę, że uwielbiam odżywki Eveline, a ta jest nowością, więc pewne było, że musiała trafić w moje łapki. Nie użyłam jej jeszcze, bo mam póki co na paznokciach Bielendę, o której chciałam przygotować wpis, ale tak tego kosmetyku nie lubię i tak mi się źle na paznokciu zachowuje, że chyba to przemilczę. 
Eveline nail cement
 
W Rossmannie kupiłam też brązową kredkę do oczu, z zamiarem używania jej do brwi. Mam zerowe doświadczenie w malowaniu brwi, a wydaje mi się, że kredka na początek jest dość łatwa.
A wracając do Hebe, to tam kupiłam zamierzone maski. Cały czas, od dość dawna używam glinek. Ale mam ogromną ochotę zrobić sobie jakąś właśnie maskę w płachcie. Glinka zasycha, trzeba jej pilnować, mocno brudzi, a ja mam ochotę na prawdziwy relaks. 
Purederm maski w płachcie
 
Maseczka Biowax. To był spontan, i to pierwszy produkt tej firmy, który sobie kupiłam, wcześniej podbierałam mamie wszelkie maseczki albo szampon. I jest to też pierwszy kosmetyk Biowax, którego zapach nie tylko mi nie przeszkadza, ale nawet bardzo mi się podoba! Jestem bardzo ciekawa jak mi się sprawdzi ta maska.
Biowax keratyna i jedwab

Kolejny spontan przy kasie to płyn micelarny Green Pharmacy. Nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez użycia płynu micelarnego. 
Green pharmacy płyn micelarny
 
I na koniec lakier do paznokci, który skusił mnie po prostu naprawdę niską ceną i kolorem, który jest piękny! Mam jakieś jasne brązy, szarości i kolory całkiem cieliste w szufladzie, a ten wydaje się być trochę ciemniejszy i ożywił moją kolekcję.
ingrid lakier do paznokci

O maskach pewnie napiszę w kolejnym wpisie, albo w jednym z najbliższych. A o pozostałych produktach naskrobię coś, gdy już ich poużywam.
Dziewczyny, używałyście już któregoś z tych kosmetyków?

25 października 2017

Moje zapuszczanie włosów

Pisałam wcześniej o tym, że musiałam skrócić moją i tak niezbyt pokaźną fryzurkę. U fryzjera byłam koło trzech tygodni temu i wtedy zarzekałam się, że to była moja ostatnia próba zapuszczania. Mam taki problem, że kiedy moje włosy urosną do pewnej długości (niestety zaczyna się to zanim nawet dorosną porządnie do łopatek) to przestają rosnąć i zaczynają wypadać.
Od kilku lat sama podcinam sobie włosy, ale ponieważ tym razem „podcięcie” wynosiło prawie 10 centymetrów, to jednak nie bawiłam się w to sama. Fryzjerka wyrównała wszystko to co mi nie szło przez kilka lat samodzielnych zabaw i teraz znowu mogę przystąpić do próby zapuszczenia pięknych i zdrowych włosów. Mój plan na to jak zamierzam to zrobić przedstawię w punktach. Poza tym co miesiąc będę zamieszczać aktualizację i kilka słów o tym jak konkretnie wyglądała moja pielęgnacja włosów w minionym miesiącu. Wpisy te trafią do zakładki pielęgnacja włosów, ale też zostaną opatrzone dodatkową etykietką zapuszczanie włosów. Do rzeczy.
  1. Nie można moim zdaniem mówić o zdrowej i sensownej pielęgnacji włosów od zewnątrz, pomijając tę od wewnątrz. Do mojej diety się nie przyczepię. Nie jest idealna, ale dość zróżnicowana, jem więcej mięsa niż kiedyś, sporo owoców i warzyw i zwiększyłam też ilość białka w posiłkach. Ponadto piję zioła. Jest to mieszanka skrzypu polnego, pokrzywy i fiołka trójbarwnego. Więcej na temat ich działania napiszę już w jakiejś aktualizacji, ponieważ zbyt krótko je piję by moja opinia teraz była sensowna.
  2. Nakładam na włosy olej lub spore ilości odżywki gdy tylko mogę. Jeżeli wiem, że za kilka godzin będę myć głowę i w tym czasie nigdzie się nie wybieram to nakładam na całą długość włosów, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek olej lub odżywki Biowax, te które można używać bez spłukiwania. Jeśli chodzi o oleje to najczęściej jest to w tym momencie masło shea lub olej z pestek malin. 
    zapuszczanie włosów
     
  3. Kiedy tylko pod koniec sierpnia zauważyłam, że moje wypadanie włosów nie jest takie chwilowe jak miałam nadzieję, to poleciałam do Rossmanna po wcierkę Jantar. Muszę przyznać, że nie używam jej codziennie. Ale około trzech razy w tygodniu, przed snem wmasowuję obfitą ilość wcierki w skalp.
    zapuszczanie włosów

  4. Po umyciu włosów, najczęściej jeszcze na mokro zabezpieczam włosy, znowu zwłaszcza końcówki, produktami z silikonem. Wiem że teraz może pojawić się fala „ło matko, silikony, buuuuu”, ale moim włosom silikony nie przeszkadzają. Próby rezygnacji z ich używania kończyły się bardzo nie najlepiej, mówiąc delikatnie. Kilka podejść robiłam do tego by wyrzucić silikony z codziennej pielęgnacji włosów i za każdym razem włosy traciły swój ładny wygląd, więc przestałam z tym walczyć i polubiłam silikony możecie mnie za to nie traktować poważnie, ale nie uważam też żeby silikony były tak straszne jak się o nich mówi. W tym akapicie użyłam słowa „silikony” chyba ze sto razy. 
    zapuszczanie włosów
     
  5. Ten punkt jest bardzo oczywisty, ale dla wielu dziewczyn też wręcz niewyobrażalny do wcielenia w życie. Całkowicie zrezygnowałam z używania suszarki do włosów i prostownicy. I ciekawostka jest taka, że prostownica robi mi mniejszą krzywdę niż suszarka z nawet bardzo zimnym strumieniem powietrza. Mimo to zrezygnowałam z obu, ponieważ to jedyna droga (ale w moim przypadku naprawdę bardzo skuteczna) by pozbyć się połamanych i rozdwojonych końcówek. Dzięki temu mogę pochwalić się tym, że mam naprawdę zdrowe i dobrze wyglądające końce. A jak już mi się zdarzyło raz wyprostować włosy, (już po ostatnim obcięciu) to ilość termochrony jakiej użyłam tak je obciążyła, że następnego dnia były totalnie do mycia.
  6. Nawet najszybsze mycie, na które mam strasznie mało czasu kończę odżywką, którą spłukuję. Kiedy mam więcej czasu używam np. Biowaxa, albo innych odżywek, które mam gdzieś pod ręką. Jeżeli mam mało czasu to używam maski Fructis, bo ona trzymana na moich włosach dłużej niż zalecaną minutę nie działa najlepiej.
    zapuszczanie włosów

  7. Na ten moment mam zbyt krótkie włosy by używać gumek, ale gdy tylko odrosną to będę używać miękkich gumek bez metalowych elementów. To drobny, ważny szczegół a wciąż sporo dziewczyn nie zdaje sobie sprawy jak te metalowe łączenia niszczą włosy.
Taki jest mój plan działania. Do większości punktów stosuję się od dawna, ale teraz, gdy mam poczucie, że moje włosy stały się trochę włosami specjalnej troski, to po prostu intensyfikuje te działania. 
zapuszczanie włosów
Tak wyglądają moje włosy na ten moment, od takiego wyglądu zaczynam
 
To bardzo długi wpis, a wciąż nie napisałam wielu rzeczy, które w tej kwestii mam do napisania, ale będę je przemycać w aktualizacjach. I w nich też będę pisać więcej konkretów.

23 października 2017

Odświeżająca pianka oczyszczająca Nivea

Mam ochotę dzisiaj na bardziej konkretny wpis. I zastanowiłam się jakiego kosmetyku używam wystarczająco długo, by móc coś o nim napisać i wyszło mi że chyba najwięcej mam do powiedzenia o kolejnej piance do mycia twarzy. Lubię kosmetyki do mycia buzi w takiej formie. O jednej piance pisałam już tutaj i muszę przyznać, że w porównaniu do Białego Jelenia Nivea wychodzi bardzo mocno na plus.
Odświeżająca pianka  oczyszczająca Nivea

Pianka przeznaczona jest do cery normalnej i mieszanej. A producent obiecuje, że głęboko oczyszcza i nawilża . Pobudzające zmysły oczyszczenie pozostawia skórę miękką i odświeżoną.
Zacznę od tego, że pianka Nivea ma fantastyczny aplikator. Ani razu nie zdarzyło mi się, żeby  „wypluł” płyn. Na tyle mi się podoba opakowanie, że jak tylko skończę piankę (a to nastąpi już niedługo) to użyję go do innego kosmetyku.
Zużyłam już prawie całe opakowanie, więc mam już jakieś zdanie wyrobione. Kosmetyk jest dość wydajny. Nie pamiętam kiedy kupiłam tę piankę, ale raczej nie używam jej codziennie, więc też dlatego wystarczyła mi na długo. Co nie zmienia faktu, że jedna pompka spokojnie wystarczy do umycia buzi. 
Odświeżająca pianka  oczyszczająca Nivea
 
Nie mam problemu z pachnącymi kosmetykami, wręcz bardzo lubię gdy pachną. Uwielbiam też klasyczny zapach produktów Nivea i tak też właśnie pachnie ta pianka.
Konsystencja jest dość „sztywna” ale przy tym wciąż delikatna, ciężko mi to wyjaśnić. Ogromny plus jest taki, że pianka nie szczypie mnie w oczy ani ich nie podrażnia. To o tyle ciekawe, że Biały Jeleń diabelsko szczypał, a poza tym jest sporo kosmetyków Nivea, które bardzo podrażniają mi oczy. 
Odświeżająca pianka  oczyszczająca Nivea
 
Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to z twarzą radzi sobie super, z oczami trochę gorzej, co mnie nie dziwi absolutnie, biorąc pod uwagę, że jest na opakowaniu jak byk napisane omijać okolice oczu. Dla mnie w tym momencie to nie ma znaczenia bo najczęściej używam jej do zmywania olejku, którym wcześniej wykonałam demakijaż i do tego się w stu procentach nadaje, lub najpierw robię demakijaż płynem micelarnym.
Niestety zostawia uczucie bardzo czystej ale też ściągniętej skóry. Powtarzam, że moja skóra nie jest wystarczająco nawadniana od wewnątrz więc może to przez to ale zaraz po użyciu pianki muszę użyć toniku (wiadomo!) i kremu lub olejku bo moja skóra aż o to błaga.
Mimo to wydaje mi się, że nawet jeśli ktoś ma bardzo delikatną, wrażliwą cerę to i tak spokojnie może sobie tej pianki używać codziennie wieczorem. Był czas, że ja używałam jej codziennie i nie miałam żadnego problemu z przesuszeniem, czy jakimiś podrażnieniami, mimo dość wysoko znajdującego się w składzie alkoholu.
Czy ja do niej wrócę? Na ten moment nie, dlatego że szukam kosmetyków z lepszymi składami, ale nie wykluczam, że kiedyś jeszcze pianka Nivea do mycia twarzy trafi w moje łapki.

20 października 2017

Maseczka z różowej glinki

Miałam przygotowany zupełnie inny wpis na dzisiaj, ale go nie dodam. To znaczy dodam ale może w poniedziałek.
Dzisiaj spontanicznie pokażę Wam mój najnowszy i najbardziej ulubiony sposób na maseczkę z glinki.
Jestem największą na świecie fanką glinek. Chociaż nie stosuję ich do niczego innego niż maseczki. Do tej pory wszystkie maski przygotowywałam z wodą lub tonikiem i żeby nie zasychały, to co chwilę spryskiwałam tonikiem właśnie . Ale kilka razy skusiłam się na zrobienie maski z glinki z olejem i to było absolutne odkrycie życia! Nie dość że tak przygotowana maseczka nie zasycha, to do tego fantastycznie się rozprowadza. Ja robię w taki sposób, że przed samym zmyciem bardzo delikatnie wmasowuję maseczkę i jej delikatna konsystencja pozwala na to bez żadnego problemu.
I największe zaskoczenie, czyli... Czyli to, że taką maskę, mimo że jest z olejem to zmywam samą wodą. Nie pamiętam jak zmywałam błękitną glinkę z olejem malinowym, ale różową glinkę z olejowym serum z Bielendy bez żadnego problemu zmyłam ciepłą wodą. 
maska z różowej glinki
 
Oczywiście nie podam żadnego przepisu, nie to jest moim zamiarem. Raczej chcę Was zainspirować do eksperymentowania. Ja do mojej dzisiejszej maseczki zużyłam resztkę serum arganowego z Bielendy (nie rozpisuję się o nim, trafi pewnie do kolejnego denka, wtedy coś więcej o nim napiszę i tu podlinkuję) i jak pisałam wcześniej, różowej glinki. Na koniec dałam też odrobinę masa shea bo mi się sypnęło za dużo glinki a już nie miałam serum.
meseczka z różowej glinki

Niestety w maseczkach nie prezentuję się tak pięknie jak większość blogerek ale i tak chcę się pochwalić tym cudeńkiem na mojej twarzy, które bardzo złagodziło zaczerwienienia jakie gdzieś tam się pojawiły. Musiałam użyć toniku, bo skóra była dość ściągnięta po zmyciu, ale to wynika też po części z tego, że nie piję wystarczającej ilości płynów (pracuję nad tym) więc w ogóle ta skóra nie jest jeszcze tak nawilżona jak powinna.
Rozpisałam się, a chciałam się tylko podzielić z Wami zastosowaniem olejów w maseczkach z glinek.
I jestem bardzo ciekawa czego Wy dodajecie do glinek, napiszcie proszę, czy macie jakieś sprawdzone sposoby, żeby podrasować maseczkę z glinki?
Pięknego weekendu, trzymajcie się!

18 października 2017

Kubek do ziół

Zacznijmy od tego, że dla mnie to w jakim kubku piję kawę czy herbatę jest ogromnie ważne. Mam osobny kubek do herbaty czarnej, osobny do zielonej, inny do kawy rozpuszczalnej i filiżankę do kawy sypanej. A teraz mam też swój własny kubek do ziół. 
kubek do ziół
 
Zaopatrzyłam się w niego dlatego, że próbuję przekonać moje wypadające włosy też od wewnątrz by jednak zostały na swoim miejscu i piję skrzyp i pokrzywę.
I przy okazji ciekawostka. Czy wiecie, że pijąc mieszanki ziołowe powinno się zwracać uwagę, by liczba ziół była nieparzysta? Jeżeli ktoś z Was wie dlaczego tak jest, to bardzo proszę o odpowiedź, bo jestem mega ciekawa.
Tak czy inaczej, dowiedziałam się tego będąc w moim obecnie ulubionym sklepie z ziołami i kosmetykami trochę bardziej naturalnymi niż te powszechnie dostępne w drogeriach. Poszłam tam zrobić zakupy dla mojej cioci, i chciałam przy okazji kupić sobie skrzyp polny i pokrzywę i babeczka powiedziała, że albo mam je pić osobno, a jeżeli chcę sobie zrobić mieszankę to coś powinnam dorzucić.  
 
O tej konkretnej mieszance którą ja piję napiszę za jakiś czas, kiedy już będę mogła napisać coś o efektach. A póki co chciałam tylko pochwalić się kubeczkiem, który tak naprawdę wybrała mi moja mama, ale trafiła w stu procentach w mój gust.
Kilka dziewczyn polecało mi picie pokrzywy by poradzić sobie z wypadającymi włosami, a znacie może jakieś ciekawe mieszanki ziołowe, na szybszy porost włosów?

16 października 2017

Matko i córko!

Matko i córko Gdańsk


To ostatnio moja ulubiona kawiarnia w Gdańsku. Bardzo blisko centrum, przez co w sezonie mogą odstraszać tłumy przewijające się przez ulicę Świętego Ducha, ale poza sezonem, teraz to naprawdę spokojne i odprężające miejsce.



Jeśli chodzi o mnie (sknerę jakich mało) to niezwykle cieszą mnie happy hours. 
Matko i córko Gdańsk
 
Serwowana tam kawa pobudza mnie jak chyba żadna inna, do tego jest naprawdę smaczna! 
Matko i córko Gdańsk
 
Bardzo pozytywne i przytulne wnętrze, nie ma się nawet co rozpisywać nad wystrojem, bo w tym miejscu jest po prostu przyjemnie. I do tego jest całkiem spory wybór gier planszowych! My z K. zawsze sięgamy po Scrabble ale naprawdę jest z czego wybierać.
Matko i córko Gdańsk

Matko i córko Gdańsk

I wisienka na torcie, czyli: przemiła obsługa. Do tej pory z K. zawsze mieliśmy to szczęście, że obsługiwała nas ta sama urocza , sympatyczna dziewczyna.
Matko i córko Gdańsk

Reasumując, jeżeli będziecie mieć okazję, to naprawdę polecam zajrzeć do Matko i córko, my z pewnością tam jeszcze wrócimy!
Matko i córko Gdańsk

Matko i córko Gdańsk 




14 października 2017

Denko #1

Od kiedy wróciłam do pisania bloga zaczęłam przygotowywać się też do denka. Używam raczej mało produktów, ale też jest tak, że mam w tym samym czasie otwartych po kilka produktów z tej samej kategorii i używam ich rotacyjnie.
Moje denka będą ogromnie ubogie, zwłaszcza w porównaniu do tych spotykanych na większości blogów. Kiedy uzbiera mi się wystarczająco dużo kosmetycznych wyrzutków, wtedy będę przygotowywać wpisy o nich, bez jakiejś planowanej regularności. Więc nie będą to produkty, które otworzyłam w tym samym czasie i zużyłam od ostatniego denka (to tak na przyszłość, bo to jest mój pierwszy wpis tego typu). Żeby się nie rozpisywać, przejdę do rzeczy.
Kokosowe ( i zwykłe ale zgubiłam opakowanie) masełko Nivea. Pisałam o nich tutaj, uwielbiam je i póki co nie znalazłam nic lepszego.
kokosowe masełko do ust nivea
Pudełeczko jest mega brudne, ale to dlatego że nosiłam je ze sobą absolutnie wszędzie i zawsze.

Pianka Biały Jeleń, o niej też pisałam tutaj.
Ta odżywka ( opisana sto lat temu tutaj) trafia już do denka prawdopodobnie dzisiaj ostatni raz pomaluję nią paznokcie dlatego że jest już mocno gęsta, a potem trafi do kosza. Ogólnie używam jej już koło trzech lat, w tym czasie zużyłam kilkanaście buteleczek i wciąż kocham ją tak samo.
Krem Ziaja bio aloes nieperfumowany. Używałam go dość długo. Ma lekką konsystencje i dlatego fantastycznie nadaje się do tego żeby dodać do niego serum olejowe lub jakiś olejek. Fajny pod makijaż, nadaje się pod minerały. Mnie nie podrażnił ale cudów też nie robił. Nie przypominam sobie żeby pachniał intensywnie. Niezły krem za super małą kasę. 
ziaja bio aloes nieperfumowany
 
Na koniec tonik siarkowy antytrądzikowy Barwa. Mocno wysuszający przy częstym używaniu, zwłaszcza jeżeli po nim używałam kremu z tej samej serii. Od kiedy zaczęłam stosować oleje do twarzy mogłam już używać tego toniku rano i wieczorem. Bardzo mocno pachnie cytrusami. Mi mocne zapachy nie przeszkadzają, ale ten jest naprawdę strasznie intensywny. Do bardzo wrażliwej i suchej skóry nie polecam, po użyciu polecam coś mocno nawilżającego wtedy się sprawdza i to nawet całkiem nieźle. 
  
I teraz najsmutniejsza strona tego denka. Pisałam o tym już kilka razy, staram się przerzucić na kosmetyki bardziej naturalne, chcę bardziej świadomie dokonywać wyborów. Co w tym smutnego? Nie wiem jaki tonik i krem kupić! I nie wiem ile potrwa zanim się na jakiś zdecyduję.
Tym smutnym akcentem kończę moje pierwsze denko!


11 października 2017

Musiałam skrócić włosy

krótkie włosy do podłużnej, szczupłej twarzy 
Nie, jeszcze nie popadłam w samozachwyt, nawet jeżeli tak może się wydawać patrząc na ilość moich zdjęć w tym wpisie.
Po prostu musiałam odwiedzić fryzjera (nie lubię tego straaaasznie) i niestety musiałam skrócić moje włosy o kilka centymetrów.
Były w całkiem niezłym stanie, uporałam się z rozdwajającymi końcówkami i łamaniem się włosów. Ale niestety jesienne wypadanie mnie dobijało. Domyślam się, że pewnie są inne, mniej drastyczne sposoby na wypadanie ale po pierwsze: moje włosy gdy dorosną do pewnej długości to po prostu wypadają i obcięcie ich to jedyny sposób. A po drugie: miałam dosyć długich włosów na ubraniach, pościeli i wszędzie. 
 
Dodam jeszcze że, że to raczej nie kwestia diety, bo wydaje mi się że jest w miarę ok.
Obiecałam sobie, że to była moja ostatnia próba zapuszczania i myślałam, że pogodziłam się z tym że moje włosy chcą być krótkie, ale już tęsknię za „anansem” na czubku głowy.
krótkie włosy do podłużnej twarzy
One były naprawdę sporo dłuższe:(
Dziewczyny! Pytanie do Was, jakie są Wasze sprawdzone sposoby na wypadanie włosów? Może polecacie jakieś wcierki? Albo tonik do skóry głowy?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...