10 listopada 2018

Czysta glinka L'Oreal i kilka nowości



Wczoraj odebrałam przesyłkę a w niej kilka ciekawych rzeczy. I przy okazji napiszę o kilku wrażeniach i o powodach dlaczego zdecydowałam się akurat na te produkty.
Cienie do powiek. Bourjois Smoky eyes 12 girls lilac. Nie mogę powiedzieć o nich za dużo, ale już po pierwszym użyciu uważam, że dwa ciemniejsze kolory są dość kiepsko napigmentowane. Natomiast ten najjaśniejszy jest przepiękny, rozprowadził się bardzo ładnie. Na ten moment nie wiem nic więcej.

Maska L’Oreal czysta glinka. Tym razem niebieska, redukuje zaskórniki, zwęża pory. Dlaczego ją kupiłam? Ponieważ używałam do tej pory już czarnej i zielonej. Czarna była fantastyczna, miała działać rozświetlająco, ale mam wrażenie że była bardziej oczyszczająca. Nie mogłam jej trzymać na buzi zbyt długo bo potrafiła mnie podrażnić. Pięknie pachniała, a ciekawostka jest taka, że z czasem zmieniała konsystencję. Przy ostatniej aplikacji była już naprawdę bardzo gęsta. Zielona wersja, oczyszczająca jest rzeczywiście oczyszczająca, pachnie dobrze (czarna ładniej) i nie podrażnia tak jak czarna. A tą niebieską wzięłam głównie z myślą o stosowaniu punktowym, ale pewnie skuszę się też i użyję jak Pan Bóg przykazał na całą twarz.

Zielona baza pod makijaż L’Oreal Infaillible anti redness primer. Użyłam jej dzisiaj pod podkład i jest okropnie rozświetlająca, ma strasznie dużo połyskujących drobinek i nie znikają niestety pod podkładem. Wydaje mi się że baza nie wysusza (przy pierwszym użyciu) chociaż ciężko mi stwierdzić, bo mam ogólnie trochę suchą skórę ostatnio. 

Dlatego też kupiłam kilka maseczek. O tych z Mediusa dosłownie marzyłam a jednak nigdy nie było mi po drodze żeby kupić. Jak dotąd moje uubione maski w płacie to Lomi Lomi, zobaczymy, czy coś się zmieni. Orientana, to też zakup planowany już od stu lat. Obie te marki są dla mnie dużą niewiadomą, Orientana atakuje z każdego kosmetycznego bloga na którego zaglądam, czas sprawdzić czy to szaleństwo jest uzasadnione. A maski Garnier wzięłam tylko dlatego, że były w super promocji a ja miałam bardzo zły dzień i planowałam sobie zrobić mini spa wieczorem. Miałam kiedyś niebieską wersję i jedyne co pamiętam, to to, że było bardzo, bardzo dużo esencji. 

Postaram się napisać, gdy będę miała coś więcej do napisania.
Miłego weekendu.

07 listopada 2018

Awans, cieszyć się czy płakać?

 
szary manicure
Na własnej skórze przekonałam się, że awans to nie tylko podwyżka, powód do świętowania przy butelce wina i szczęście nieskończone, ale też ogrom nowych obowiązków.

Po kilku naprawdę paskudnych dnaich dzisiaj wróciła moja energia! "Zjadam wszystkie moje żaby" i powoli idę do przodu.

Żeby moje życie nabrało odrobinę koloru wczoraj malując paznokcie postawiłam na cudowną szarość! Zupełnie nie mam czasu na to żeby w jakiś sposób odpicować mój manicure więc jest bardzo mocno zwyczajny, ale czy to źle?

16 września 2018

Sposób na regularne posty

Moja praca w ogromnym stopniu polega na pracy przy komputerze. Zdarza się, że zaczynam pracę o 7:00 a kończę o 21:00. Dlatego ostatnią rzeczą o jakiej myślę po powrocie do domu jest włączenie komputera i stworzenie posta.

Pamiętam że kiedyś, będąc na wsi próbowałam już prowadzenia bloga używając do tego tylko telefonu, ale nie byłam z takiego rozwiązania w pełni zadowolona. Nie będę się teraz nad tym rozwodzić i rozpisywać, raczej skupię się na tym by poprawić to co wtedy mi nie pasowało i znowu cieszyć się z pisania.


Dzisiaj pokuszę się tylko o wpis testowy, z trochę przypadkowym zdjęciem z wczorajszego wieczornego spaceru. Ale przy okazji też zaproszę na jutro, bo pojawi się konkretny, merytoryczny post.

Miłego niedzielnego popołudnia!

12 września 2018

Walczę z szufladkowaniem się


Moje ukochane "wiejskie" zdjęcie.

 Skończyły się wakacje, co zresztą chyba już zauważyłam w poprzednim wpisie. Skończyły się cudowne gorące dni i ciepłe wieczory. Do tej pory wydawało mi się, że wakacje w 2010 roku były najlepsze w moim „dorosłym” życiu, ale teraz, spadają na drugą pozycję.
Niestety w tym roku nie udało mi się spędzić nawet kilku dni na mojej ukochanej wsi bo „dorosłe sprawy” zawładnęły moim życiem. Teraz dopiero wiem, że powinnam bardzo mocno naładować akumulatory bo najbliższy czas będzie dla mnie czasem w stu procentach poświęconym pracy. Może dlatego też wracam tu. Oderwania od codzienności będę potrzebować bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Próbowałam z mojego bloga zrobić blog kosmetyczno-pielęgnacyjno-lifestylowy. Ogólnie spoko, ale czasami, gdy piszę jakich kosmetyków używam, denko, albo coś w tym stylu to myślę sobie „dziewczyno, ogarnij się, kogo interesuje jakie kosmetyki lubisz, a jakich nie”. Dlatego nie wiem w jakim kierunku idę, po prostu idę tam gdzie mnie niesie.
Równo rok temu, 12 września 2017 roku tu wróciłam po prawie czterech latach przerwy. Moje życie w ciągu tego roku wywróciło się do góry nogami sto razy. Dlatego to co na ten moment wiem na pewno, to to że nie chcę ograniczać się ramami i konkretną szufladką w stylu „to jest blog o kosmetykach” lub „tu będę pisać o ziołach”. Pisanie sprawia mi frajdę i tego się trzymam.
Dobranoc, albo może dzień dobry.

07 września 2018

Żołędziówka


kawa ekologiczna

Miałam takie plany na dzisiaj i tyle „dorosłych” rzeczy do zrobienia. A niestety, udało mi się załatwić zaledwie niewielką część z nich.
Czując już w powietrzu nadchodzącą jesień wstąpiłam dzisiaj do mojego ulubionego zielarskiego sklepu. Kupiłam trochę rzeczy na odporność, a przy okazji zdecydowałam się też na kawę z żołędzi. Piję ostatnio strasznie dużo kawy i nie wiem co sobie myślałam kupując tą żołędziową. To znaczy wiem co, myślałam, że zamienię czarną kawę na coś zdrowszego, ale… Ale te cholerne żołędzie są takie niedobre! Nawet jak dodałam odrobinę miodu, to wciąż ich smak był paskudny i z pewnością nie zastąpi mi to kawy. Ona nawet nie ma takich cudownych właściwości, żeby warto było się z nią męczyć.
Nie chcę nikogo zniechęcać, bo wiadomo, mi nie smakuje, ale może dla kogoś będzie pyszna. Ale tylko lojalnie ostrzegam.
Takie piękne było to lato i z jednej strony przykro mi bardzo, że już się kończy, ale myślę też już o tych wieczorach, gdy jestem otulona kocem i piję gorącą herbatę, albo piję grzane piwo.  Chłodne, coraz dłuższe wieczory inspirują do odkrywania nowych lektur. Jest pięknie.
Spokojnego popołudnia, a właściwie wieczoru, bo tak się guzdrałam z tym wpisem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...