31 marca 2018

Wesołych jajeczek!





Życzę wszystkim Świąt spędzonych z bliskimi, w atmosferze spokoju i miłości. Myślę, że nic więcej do szczęścia nie potrzeba.  

27 marca 2018

Wolny dzień!



Czuję się jakbym była na wagarach, bo już od bardzo dawna nie zdarzyło mi się, żebym w taki zwykły roboczy dzień nie musiała się nawet ubierać. Niestety moje dzisiejsze wolne spowodowane jest tym, że jutro będę w pracy od rana do wieczora.
W końcu wyprałam swoje pędzle do makijażu. Chociaż od kiedy używam kremu BB z Lily Lolo, to już nawet nie nakładam minerałów, tylko puder ryżowy, który jest ostatnio moim absolutnym ulubieńcem! Nawet pisałam o nim, że całkiem się z nim polubiłam (tutaj), a teraz to już spokojnie mogę powiedzieć, że to właśnie miłość! 

Znalazłam też chwilę na zieloną herbatę wypitą w całkowitym spokoju. Ja piję strasznie dużo czarnej herbaty i staram się nad tym pracować, dlatego zaopatrzyłam się ostatnio w trochę ziół i na bieżąco przygotowuję sobie różne mieszanki. Możliwość niewychodzenia z domu pozwoliła mi też nałożyć na cały dzień warstwę dość tłustego kremu, który ma poradzić sobie z moim przesuszeniem w okolicy ust. A wieczorem znajdę czas na maskę, moją najbardziej ulubioną ze wszystkich jaśminową Lomi Lomi

Wczoraj w końcu kupiłam zestaw do mieszania maseczek. Nieśmiało zerkałam na niego za każdym razem będąc w Hebe, aż w końcu się zdecydowałam. Wiem że to zupełnie nie jest coś niezbędnego, ani nawet bardzo potrzebnego, to takie moje małe rozpieszczenie się, fanaberia. 

Wracam teraz do błogiego lenistwa…

24 marca 2018

BIELENDA Serum ZIELONA HERBATA

Dość długo zabierałam się do stworzenia tego wpisu, co oznacza też, że dość długo używałam tego serum zanim wyrobiłam sobie opinię na jego temat. 


Zacznę od tego, że kupując ten produkt z jakiegoś powodu założyłam że jest to serum olejowe, a w domu okazało się że jest inaczej. Przez moment byłam zawiedziona ale pomyślałam sobie, że w sumie chętnie sprawdzę taką formę. 

I sprawdziłam. Zapach? Bardzo ładny, delikatny i nie utrzymuje się długo na skórze.
Konsystencja? Bardzo, bardzo lekka. Bez względu na nałożoną ilość serum wchłania się praktycznie w stu procentach. Najpierw na skórze powstaje taki lepki film, ale po bardzo delikatnym wklepaniu ten efekt znika, warstwa na skórze również znika i już po chwili wydaje się, że nic nie użyłam.
Na spokojnie tego kosmetyku można użyć zaraz po umyciu buzi, (on naprawdę po chwili całkowicie znika) a potem przeprowadzić taką pielęgnację jak zawsze.
I to co napisałam do tej pory brzmi całkiem fajnie i zachęcająco prawda? Kosmetyk pielęgnacyjny, który nadaje się pod makijaż bo nie robi żadnych nieprzyjemności pod podkładem, jest lekki i skuteczny. Serum Zielona Herbata przeznaczone jest do używania na noc. Dla mnie kosmetyki „nocne” powinny być trochę cięższe, ale to nie problem, bo wiadomo, zawsze można nałożyć jakiś olejek i to też może być mega. Więc to niby kolejna zaleta. ALE.
 Ale jest tak, że na mojej skórze to serum nic nie robi. Najróżniejszych próbowałam kombinacji. Pod makijaż, pod olejek, tylko serum, pod maskę na noc, pod krem, pod żel aloesowy. Teraz mi wpadło do głowy, że do żadnej glinki nie dodałam ale chyba tak właśnie zużyję resztę. 

Do tego stopnia nie widzę żadnego efektu na skórze, że jak na noc nałożę tylko i wyłącznie to serum i nic więcej, to rano efekt jest dokładnie taki sam jak po użyciu tylko toniku albo tylko hydrolatu.
Gdyby ten produkt działał na moją skórę, gdyby robił to co obiecuje producent, to byłoby serum naprawdę idealne.  Bo chyba nie wspomniałam, że jest też wydajne bardzo. Słoiczek z pipetką (ostatnio bardzo modny) pozwala na precyzyjne „dawkowanie”, chociaż moja zakrętka chyba jest zepsuta, bo się tak dziwnie blokuje, że czasami nie mogę odkręcić. 

Podsumuję krótko, nie skuszę się na kolejne opakowanie, ale za tak niską cenę naprawdę polecam przetestować!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...